Prenumerata 
krajowa i zagraniczna
to najprostszy
i najpewniejszy sposób
otrzymywania GŁOSU
 
Kultura
Ty nic nie mów, ty jesteś tylko reżyserem

Super produkcja filmowa

Na “Superprodukcji” Juliusza Machulskiego bawiłem się przednio. Szkoda tylko, że najśmieszniejsze były te dowcipy, których większość widowni nie rozumiała i nie miała szansy zrozumieć. Z myślą o widzach niewtajemniczonych reżyser-producent dosypał do scenariusza dodatkową porcję dowcipów z niższej półki.
Tę nadmiarowość sygnalizuje już czołówka filmu, w której tłem dla nazwisk popularnych twórców i wykonawców jest szybko przesuwający się po ekranie tekst recenzji filmowej. Te fragmenty recenzji, które zdążyłem przeczytać są potwornie śmieszną mieszaniną najbardziej pompatycznych lub wytartych cytatów z recenzji w popularnych czasopismach - zapewne nieco podrasowaną... Sęk w tym, że nawet wytrenowany w sztuce szybkiego czytania widz o najbystrzejszym na świecie wzroku całej tej recenzji nie jest w stanie przeczytać za jednym razem. Autorem przemykającego przez ekran tekstu jest recenzent filmowy Yanek Drzazga (Rafał Królikowski; z prawej), który lubi być nazywany krytykiem lub wręcz - filmoznawcą.
Machulski nakręcił film o kręceniu filmu. Sypie jak z rękawa kryptocytatami z mniej lub bardziej popularnych filmów i seriali. Natrząsa się z filmowców i recenzentów. Natrząsa się tym dotkliwiej, że albo po nazwisku, albo stosując nietrudny do dopasowania klucz personalny. Filmowców, recenzentów i “krytyków” traktuje farsowo - ale czy nie zasłużenie? Bełkot w recenzjach - czy to rzadkość? Dekoracje ze sklejki zafakturowanej jako heban, które potem i tak spłoną w bezpiecznie przewidzianym przez scenarzystę pożarze - czy to fikcja?
Królikowski w roli rzuconego na głębokie wody produkcji filmowej recenzenta potwierdził, że jest zabawniejszym komikiem niż był przekonującym amantem. Niejaki Jędrzej Koniecpolski z Anina (Piotr Fronczewski; z lewej) który złożył mu propozycję nie do odrzucenia i producent Dzidek (Janusz Rewiński) wprowadzający go w nieznane profanowi tajniki zawodu, rozśmieszają widownię z dużym wdziękiem i talentem. Pozostali aktorzy odtwarzają przypisane im role: słodkiej, ale cwanej idiotki (Anna Przybylska), zakochanej koleżanki (Magdalena Schejbal), młodego czterdziestoletniego reżysera (Krzysztof Globisz), amanta Dziobaka (Janusz Józefowicz), nadopiekuńczej mamy (Marta Lipińska). Niektórzy robią to po mistrzowsku, inni dopiero od mistrzów się uczą.
Smaczne epizody zagrali Krystyna Janda, Marek Kondrat, Artur Barciś, Jan Machulski i Szymon Majewski.
Poza szeregiem dobrych lub niezłych ról, najnowszy film Machulskiego wyróżnia się szeregiem niespotykanych dotychczas w polskich fabułach efektów specjalnych oraz szybkim montażem. Kończy się, zanim zacznie nużyć profanów. Dla recenzentów - film kultowy.
 

MARCIN GUGULSKI

Superprodukcja, polska komedia z 2003 roku, reż. i prod.: J. Machulski, scenariusz: J. Machulski i Jarosław Sokół, zdj.: Edward Kłosiński, efekty specjalne: Tomasz Bagiński, piosenki: T.Love, dystrybucja w Polsce: Vision, 95 min., w kinach od 28 lutego
 
 

Kultura
Łotrzykowska autobiografia fałszerza okiem Spielberga

Wyznania hochsztaplera

Ród naciągaczy, zwanych też farmazonami lub hochsztaplerami, nigdy nie zaginie. Czytelnicy i widzowie nie obawiają się ich uwodzicielskich zabiegów. Poznają losy zawodowych krętaczy z bezpiecznej odległości, więc śmieją się z ich przygód, dziwnie łatwo zapominając o losie ofiar.
Sfilmowaną przez Stevena Spielberga autobiografię Franka W. Abagnale`a jr. (w tej roli Leonardo DiCaprio; z prawej) wyróżnia rzadko dziś spotykany szybki start życiowy i równie szybkie tempo życia bohatera. To tempo było w dużym stopniu zasługą nauczyciela, bo kto zdobywa szlify pod okiem mistrza tak doświadczonego jak Frank Abagnale sr. (Christopher Walken; z lewej), ten może mieć tylko jedną ambicję - prześcignąć patrona. Ostrzegam, że kto spóźni się do kina, ten może stracić większość najlepszych scen z udziałem Ch. Walkena, nominowanego za tę rólkę do Oscara.
Sceny wtajemniczenia w tajemne arkana fachu nie dominują “Złap mnie...”. Głównym motywem filmu - jak nam to dowcipnie podpowiada jego czołówka - jest pościg zaciekłego niczym terier agenta FBI Carla Hanratty`ego (znakomity Tom Hanks) za młodym Abagnalem.
Steven Spielberg ubrał swoich bohaterów w stroje z lat 60-tych i od czasu do czasu przypominał, by mówili i zachowywali się w stosownej dla tej epoki manierze. Lekka muzyka Johna Williamsa oraz dopracowana scenografia i stroje pomagają widzom przenieść się do Ameryki, która jeszcze nie wie, co ją czeka w latach 60-tych. Mocnym punktem filmu są też zdjęcia Janusza Kamińskiego.
Sławny reżyser-producent tym razem oszczędził nam tak lubianych przezeń, a nie zawsze trafnych, morałów. Pozostawił ten trud agentowi Hanratty`emu. Uczciwa twarz Toma Hanksa sprawia, że widz chce mu wierzyć także wtedy, gdy jest on bezradny wobec oszukańczych wykrętów młodego mistrza fałszerskiego fachu.
 

FRANCISZEK S. SIKORSKI

Złap mnie, jeśli potrafisz [Catch Me If You Can], amerykańska komedia kryminalna z 2002 roku, reż. i prod.: S. Spielberg, scenariusz [na podstawie książki Franka Abagnale`a Jr. i Stana Reddinga]: Jeff Nathanson, zdj.: J. Kamiński, muz.: J. Williams, kostiumy: Mary Zophres, scenografia: Jeannine Claudia Oppewall, dekoracja wnętrz: Leslie A. Pope, dystrybucja w Polsce: UIP, 141 min., w kinach od 28 lutego
 
 
 
Referenda w sprawie 
Wyzwania hochsztaplera
Inne materiały 
w gazetowym wydaniu
Do nabycia w koskach lub za pośrednictwem 
prenumeraty redakcyjnej