Prenumerata 
krajowa i zagraniczna
to najprostszy
i najpewniejszy sposób
otrzymywania GŁOSU
 
Publikujemy w całości
SLD chce sam decydować o przyszłości Polski 

Zwarci i gotowi

Zaczyn pod zerwanie koalicji z PSL przygotowano zapewne na ubiegłowtorkowym “spotkaniu jedności” czołowych polityków postkomunistycznych. Jak relacjonował informator PAP, każdy, kto będzie występował przeciwko drugiej stronie (otoczeniu prezydenta lub zwolennikom premiera) zostanie wyeliminowany. Jeżeli ktoś będzie knuł przeciw drugiej stronie - rządowej lub prezydenckiej - powinien ponieść jak najsurowsze konsekwencje.  Zapewne częścią układu, który wówczas zawarto, było także zerwanie z PSL, który pierwszy poniósł konsekwencje ugody między Kwaśniewskim i Millerem.
Sprawą, która zbliżyła frakcje w SLD jest tzw. afera Rywina. Postkomuniści uznali, że rozpętana na potrzeby wewnętrzne zawierucha, może ich wszystkich zmieść ze sceny politycznej przed czasem (hipotezę, że aferę, znaną rządzącym sitwom od szeregu miesięcy, rozdmuchano w ramach anty-millerowskiej kampanii Kwaśniewskiego - należy dziś uznać za pewnik). Postanowiono zakopać topory wojenne i skoncentrować się na zrealizowania wspólnych obu frakcjom w SLD celów polityczno-gospodarczych, póki jeszcze można to uczynić. A tym celem jest wprowadzenie Polski do Unii Europejskiej. Najważniejsze stały się dyspozycyjność i maksymalizacja zysków przed ostateczną katastrofą porządku ukształtowanego przy “okrągłym stole”. 

Koniec wojny na górze

Wymownym symbolem “układu” stało się niespodziewane usunięcie z komisji śledczej Ryszarda Kalisza. Kalisz, człowiek pałacu prezydenckiego, jako jedyny dysponował dostateczną inteligencją, wiedzą prawniczą i znajomością wewnętrznych mechanizmów władzy w SLD, aby zrealizować pierwotne zamówienie Kwaśniewskiego - pogrążyć środowisko Millera nie wyrządzając krzywdy innym uczestnikom rozgrywki. Jego odejście daje Millerowi chwilę wytchnienia. 
Na “spotkaniu jedności” Miller otrzymał, najprawdopodobniej, wolną rękę co do taktycznych rozwiązań mających umożliwić realizację strategicznego planu postkomunistów na najbliższe miesiące. Polskie Stronnictwo Ludowe padło ofiarą tej strategii. 

Test spolegliwości

W ubiegły czwartek w Sejmie przez siedem godzin trwały targi w koalicji o głosowanie nad “ustawą winietową”. Stało się oczywistym, że dyskusja między PSL a blokiem postkomunistycznym jest czymś więcej niż wojenką o kolejną ustawę, a konsekwencje czwartkowego rozstrzygnięcia mogą być poważne. 
Z dzisiejszej perspektywy innego znaczenia nabiera na pozór błahy spór proceduralny między Romanem Giertychem a Ludwikiem Dornem w sprawie przełożenia głosowania na dzień następny. Giertych chciał głosowanie przesunąć, dając tym samym koalicji całą noc na rozmowy. Zależało mu, by sprawy się uładziły, koalicja by wówczas ocalała. Odmiennie Dorn. Opowiadając się za czwartkowym głosowaniem, chciał, by konflikt odezwał się z całą siłą. 

Wielki likwidator

Po odrzuceniu ustawy o winietach Miller uzyskał wiarygodny pretekst do zerwania z ludowcami. Można było wykazać wszem i wobec, że PSL będzie tylko zawadzał przy realizacji planu przyjętego na “spotkaniu jedności”. Czego ów plan mógł dotyczyć.? Kryzys państwa, niewypłacalność budżetu, nieprzewidywalne skutki afery Rywina, porażki na arenie międzynarodowej - wszystko to razem wieszczy rychły kres porządku ukształtowanego przy okrągłym stole. Kres III Rzeczypospolitej, o którym mówią już nawet sympatyzujący z postkomunistami liberałowie. 
Ale najważniejsze to wprowadzenie Polski do UE. Bez realizacji tego komuniści nigdy nie poczują się bezpieczni, co ważniejsze, nie zostanie zrealizowana długofalowa strategia zaplanowana w Moskwie zjednoczenia Europy pod batutą Moskwy, co właśnie dzisiaj jest bliższe realizacji niż kiedykolwiek. Nim jednak zgasimy światło, jest jeszcze kilka rzeczy do zawłaszczenia, ukradzenia itp. SLD będzie zatem starało się wyssać z III RP wszystko, co jest jeszcze do wyssania. Jedynym konkurentem w rozdziale łupów mogło być dysponujące licznym i “doświadczonymi” kadrami Stronnictwo. 

Zwycięzcy, przegrani i “ten trzeci”

Nie stosując się do żądań Millera, PSL samo postawiło się poza nawiasem “nowej władzy”.. To swoją drogą nauczka na przyszłość dla wszystkich próbujących współpracy z komunistami - PSL zgodziło się firmować morderczą politykę budżetową, PSL przystało na wyprzedaż majątku narodowego. A wreszcie zaaprobowało nawet skandaliczne dla rolnictwa i Polski warunki wejścia do UE. Ale i to nie uratowało PSL przed utratą resztek władzy. Gdy przestało być przydatne, zostało wyrzucone. Teraz zwarte hufce postkomunistów mogą już ze spokojem przystąpić do działania.
Warto na koniec podkreślić, że naprawdę wielkim zwycięzcą tej karkołomnej rozgrywki nie jest wcale Leszek Miller, lecz Aleksander Kwaśniewski, nie ponoszący za nic odpowiedzialności, a zyskujący kluczową pozycję wobec osłabienia rządu SLD. 
W trudnej sytuacji znajdzie się też sejmowa opozycja szantażowana przez Millera rozpisaniem przedterminowych wyborów.
Rachunek komunistycznej rozgrywki zapłaci całe społeczeństwo - jak to wielokrotnie w ostatnim 15-leciu bywało.

A. R.

Publikujemy w całości
Rywin gwarantem uczciwości SLD

Agora zmienia linię ataku

W czasie zeznań Niemczyckiego pojawił się nowy wątek, sugerujący, że może zmienić się koncepcja śledztwa i skierowania ataku na inną osobę niż szef TVP Robert Kwiatkowski, np. Jarosława Pachowskiego, byłego członka zarządu TVP. Tymczasem premier Miller przywołuje słowa Rywina, jako dowód swojej oraz SLD uczciwości i nieuczestnictwa w tej aferze.

Zniszczone księgi z Agory

Tymczasem „Rzeczpospolita” ujawniła, że zniszczone zostały księgi wyjść i wejść w Agorze, które mogły ujawnić, kiedy Lew Rywin wchodził i wychodził na spotkania w Agorze i redakcji. 
Publikacja „Rzeczpospolitej” ukazała się zaraz po konferencji prasowej prokuratorów Kazimierza Olejnika i Zygmunta Kapusty, podczas której ogłosili, że zniszczone zostały dokumenty, które mogły być dowodami w sprawie Rywina. Prokuratorzy nie podali jednak, o jakie dokumenty i w jakiej firmie zostały zniszczone. Zaznaczyli jedynie, że nie w kancelarii premiera i nie w telewizji publicznej. 
Tomasz Nałęcz (UP), szef komisji śledczej był zdziwiony tą informacją. 
"Gazeta Wyborcza", która od lipca ubiegłego roku prowadziła dziennikarskie śledztwo w tej sprawie i która zamierzała opublikować artykuł, musiała liczyć się z tym, że będzie wszczęte postępowanie prokuratorskie. W tym kontekście zniszczenie ksiąg jest albo lekkomyślnością, albo brakiem rozwagi. 
Po tekście w „Rzeczpospolitej” szefowa Agory, Wanda Rapaczyńska, stwierdziła, że spółka nie zniszczyła celowo żadnych dokumentów w sprawie Rywina. Natomiast księgę wejść i wyjść z lipca ub. roku rutynowo wyrzuciła zewnętrzna firma ochroniarska. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Rapaczyńska przyznała: Rzeczywiście księgi wejść i wyjść z Agory zostały zniszczone. Ale rutynowo zewnętrzna firma ochroniarska wyrzuca je co trzy miesiące. 
Stwierdziła również: Agora nie jest instytucją państwową i nie prowadzi ścisłego rejestru osób wchodzących. Do redakcji przychodzą często "krewni i znajomi" bez żadnych przepustek. Także np. premier Leszek Miller, który nas odwiedził, nie był wpisywany. 
Według tego dziennika prokuratura zamierzała zestawić informacje z księgi wejść i wyjść z Agory z billingami telefonicznymi Lwa Rywina, by dokładnie ustalić, m.in., z kim kontaktował się tuż przed i tuż po rozmowach z prezes Rapaczyńską i Adamem Michnikiem. 
Według wypowiedzi anonimowych prokuratorów prowadzących śledztwo: Nagranie zaprezentowane przez Adama Michnika nie obejmuje całości pobytu Rywina w "Gazecie Wyborczej". Brakuje początku, kiedy rozmowa toczyła się na tarasie, i końca - nie wiadomo, jak długo Rywin był w "Gazecie". 
Tymczasem mają już billingi wszystkich połączeń wchodzących i wychodzących z kilkunastu telefonów Lwa Rywina. 
Zdaniem Nałęcza sprawa zniszczenia tych ksiąg musi być wyjaśniona przez komisję, m.in. w czasie przesłuchań wiceprezesa Agory Piotra Niemczyckiego i zastępcy redaktora naczelnego "Gazety" Heleny Łuczywo.

Zmiany w komisji 

Z udziału w pracach komisji zrezygnowało dwóch jej członków Piotr Smolana z Samoobrony i Ryszard Kalisz z SLD, zaś LPR nadal chce odwołać Bohdana Kopczyńskiego. 
Rezygnacja Smolany była dość nietypowa i sugerowała istnienie nacisków. We wtorek 25 lutego około godz. 9.00 PAP podała, że Andrzej Lepper zapowiedział rezygnację swojego klubowego kolegi. Natomiast sam Smolana twierdził, że „nic nie wie” o swoim odejściu z komisji. Jednak już około 11 wydał oświadczenie, w którym przekonywał, że jego dalsza obecność w komisji śledczej mogłaby narazić w przyszłości komisję, jak i ustalenia przez nią dokonane, na zarzuty braku bezstronności. 
Smolana tłumaczył, że złożył na policji zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Adama Michnika i dlatego może nie być uznany za bezstronnego. Andrzej Lepper zapewniał, że na Smolanę nie było żadnych nacisków. Lepper pytany wtedy przez media, czy popiera własną kandydaturę, odpowiedział: zdecydowanie tak. Ostatecznie członkiem komisji została Renata Beger.
Następnego dnia rezygnację z komisji złożył także Ryszard Kalisz. Informację tę podał szef sejmowego Klubu SLD Jerzy Jaskiernia, który tłumaczył: Poseł Kalisz nie przypuszczał, że ta komisja będzie pracować tak intensywnie, od rana do wieczora przez cały tydzień. To duża strata, ale nie ma sposobu zmuszania posła do pracy w komisji. 
Jednak zaskoczenia nie kryli nawet politycy koalicji, Tomasz Nałęcz mówił: Jestem osłupiały. To wielki ubytek, bo odchodzi osoba bodaj najbardziej predestynowana do pracy w komisji. 
Z kolei jego zastępca Bogdan Lewandowski (SLD) powiedział, że był zaskoczony decyzją Kalisza. Mówił nawet, że zmiany w składzie komisji nie umacniają jej autorytetu. Kalisz jeszcze we wtorek miał swoją decyzję konsultować z prezydentem. W miejsce Kalisza wybrana została Anita Błochowiak. 
Posłowie opozycji nie wierzyli jednak w oficjalne wyjaśnienia rezygnacji Kalisza. Jan Rokita sugerował nawet, że uzgodniono strategię „ubezwłasnowolnienia i likwidacji komisji”. Pojawiały się opinie, że Kalisz wycofał się, gdyż może być oskarżony o stronniczość i brak obiektywizmu, gdyż jest członkiem Stowarzyszenia "Ordynacka". 

Szum wokół „Ordynackiej”

Stowarzyszenie „Ordynacka” skupia byłych działaczy Socjalistycznego Zrzeszenia Studentów Polskich, które później zostało przemianowane na ZSP. O działalności „Ordynackiej” pisaliśmy kilka tygodni temu w związku z podziałami wewnątrz SLD i sporami Aleksandra Kwaśniewskiego z Leszkiem Millerem. Pod koniec 2002 r. Kwaśniewski ogłosił konieczność powstania nowej partii centrowej: W Polsce powinno powstać nowe, odwołujące się do młodych ludzi ugrupowanie centrowe.
Wtedy pojawiły się sugestie, że nowa partia będzie budowana w oparciu o Stowarzyszenie „Ordynacka”. Pogłoski o tworzeniu nowej partii w oparciu o „Ordynacką” nałożyły się na informację o aferze Rywina. Komentowano, że „Gazeta Wyborcza” opublikowała materiał na ten temat, aby osłabić Millera i wspomóc Kwaśniewskiego. 
(S)ZSP - w odróżnieniu od Związku Młodzieży Socjalistycznej (późniejszego ZSMP) - działało na wyższych uczelniach, siłą rzeczy przyciągało osoby lepiej wykształcone, które były "namaszczone" przez władze do tego, by stać się w PRL przyszłą elitą naukowo-kulturalno-polityczną. Patronem tego środowiska stał się Aleksander Kwaśniewski. 
Członkami „Ordynackiej” są zarówno politycy SLD m.in. Ryszard Kalisz, Marek Siwiec, Włodzimierz Czarzasty, Stanisław Ciosek, Danuta Waniek, Robert Kwiatkowski, Marek Belka, Wiesław Kaczmarek, Józef Oleksy, ale także osoby znane ze swoich prawicowych poglądów np. znany radny warszawski Karol Karski. Przewodniczący „Ordynackiej” mówił „Rzeczpospolitej”: Naszymi członkami są nie tylko ludzie o poglądach lewicowych, ale także związani z Unią Wolności czy Platformą Obywatelską, a nawet z partiami prawicowymi. Naszymi przyjaciółmi są na przykład Ryszard Bender i Romuald Szeremietiew. 
Z kolei ZMS rozwijał się w komunistycznych środowiskach pozauczelnianych, po połączeniu z ZMW przyjął nazwę ZSMP (Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej). Na łamach postkomunistycznego "Przeglądu" Andrzej Werblan wskazywał: Jest kilka przyczyn tego, że ZSP cieszył się większym marginesem swobody. Jedną z ważniejszych był fakt, że pieczę w aparacie KC PZPR sprawował nad ZSP wydział nauki, a nie wydział organizacyjny, który zajmował się wszystkimi innymi organizacjami. Pion nauki miał więcej zrozumienia dla studenckiej specyfiki.
Działacze (S)ZSP byli wykorzystywani w państwowych strukturach PRL, zwłaszcza na placówkach zagranicznych. Byli ukierunkowywani na współpracę z organizacjami świata kapitalistycznego, strukturami międzynarodowymi. Bliska była im teoria konwergencji systemów komunistycznego i kapitalistycznego. Natomiast aktywiści ZSMP zasilali aparat partyjny, stali się jego trzonem polityczno-ideologicznym, członkiem Związku był np. Leszek Miller. 
Losy obu grup odmiennie potoczyły się również po 1989 r. Analizując kariery (S)ZSP-owców można zauważyć, że od końca lat 80-tych aktywnie włączyli się i uczestniczyli w transformacji ustrojowej. Tworzyli fundamenty nowego ładu finansowo-gospodarczego oraz medialnego. To ludzie z kręgu (S)ZSP, jako lepiej przygotowani, powoli przejmowali wpływy w takich instytucjach finansowych jak Bank Handlowy, Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, czy BIG-Bank. Zostali również ulokowani w instytucjach odpowiedzialnych za politykę makroekonomiczną. Uzyskali również nieograniczone wpływy w świecie mediów – w telewizji publicznej, Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Ich potężnym sojusznikiem stała się „Gazeta Wyborcza”. Dzięki temu grupa ta może kontrolować i wpływać na zachowania poszczególnych osób, grup politycznych oraz całego społeczeństwa. 
Sprawa uczestnictwa członków „Ordynackiej” pojawiła się w czasie przesłuchania przed komisją śledczą Wandy Rapaczyńskiej. Kiedy szefowa Agory sugerowała związki ludzi „Ordynackiej” z aferą Rywina, Ryszard Kalisz starał się wykazać, że są to bezpodstawne insynuacje.

Kopczyński nadal w komisji

Tymczasem klubowi LPR po raz kolejny nie udało się odwołać z komisji Bohdana Kopczyńskiego. 
Początkowo chciał go zastąpić Roman Giertych, wniosek ten przepadł w sejmowym głosowaniu. Liderzy LPR próbowali przekonać, że w myśl ekspertyz w komisji powinni znajdować się przedstawiciele wszystkich klubów parlamentarnych. Roman Giertych tłumaczył, że ponieważ Kopczyński nie jest już członkiem klubu LPR, jego dalsze zasiadanie w komisji może prowadzić do uznania jej prac za nieważne. Propozycję LPR poparło tylko 39 posłów (z LPR i PSL), przeciw głosowało 117 (ze wszystkich klubów), wstrzymało się 91 (głównie Samoobrona i PiS). 
Jednak przed głosowaniem wynik nie był do końca pewny, gdyż klub SLD nie wypowiadał się, jak się zachowa. PiS poparcie Giertycha uzależnił od wycofania poparcia Ligi dla kandydatury Andrzeja Leppera na członka komisji. W związku z tym, że LPR deklarowała poparcie dla szefa Samoobrony, PiS zdecydowało, że wstrzyma się. 
Po odrzuceniu kandydatury Giertycha, przekonywał on, że komisja bez przedstawiciela LPR będzie działać w sposób sprzeczny z prawem. Liga przegrała także drugie głosowanie nad odwołaniem Kopczyńskiego i nie udało jej się powołać na jej członka posła Roberta Strąka. 

Rywin płaczący i Rywin bezwzględny

Wiceprezes Agory Piotr Niemczycki ujawnił, że już po propozycji Rywina rozmawiał z nim jeszcze dwa razy. Pod koniec lipca Niemczycki zaproponował, żeby w „Gazecie Wyborczej” przedstawił swoją wersję wydarzeń: Uważałem, że trzeba dać mu szansę wyjawienia swojej prawdy. Rywin odpowiedział, że musi sprawę przemyśleć i może coś napisze, jeżeli nie do Gazety, to dla siebie. Mówił, że nie może zdradzić, w czyim imieniu przyszedł i "żeby nie ciągnąć go za język". Był w fatalnym stanie i w pewnym momencie rozpłakał się.
Do następnego spotkania doszło 22 listopada, ale wtedy Rywin był już twardy i bezwzględny: Zaprzeczał, że ktokolwiek za nim stoi. Odniosłem wrażenie, że ludzie, w imieniu których złożył korupcyjną propozycję, dali mu gwarancje bezpieczeństwa.
Niemczycki stwierdził, że oświadczenie Rywina, iż namawiał go do złożenia „fałszywego świadectwa” jest „skrajnie kłamliwe”.

Obrona Kwiatkowskiego?

W czasie zeznań Niemczyckiego pojawił się nowy wątek - spotkania z Sulikiem, mogący świadczyć, że zmienia się koncepcja linii ataku „GW” i skierowania go na inną osobę niż szef TVP Robert Kwiatkowski. 
Niemczycki ujawnił bowiem, że już w sierpniu o całej sprawie rozmawiał z członkiem rady nadzorczej TVP Bolesławem Sulikiem. Sulik chciał poznać nagranie rozmowy z Rywinem. Kiedy wysłuchał był wstrząśnięty: Mówił mi, że nie wie, co zrobić, że powinien zadzwonić pewnie do prezesa Kwiatkowskiego, żeby ta sprawa została wyjaśniona. Zastanawiał się, czy zwołać nadzwyczajną radę nadzorczą. 
Sulik rozmawiał z szefostwem Agory i Michnikiem, w czasie spotkania zastanawiano się, kto mógł kierować Rywinem. Robert Kwiatkowski? Włodzimierz Czarzasty? Według Niemczyckiego: Sulik powiedział, że to chyba nie jest ten sposób myślenia. Może bardziej Jarosław Pachowski 

Prawdy Rywina i Millera

Tymczasem Miller po zeznaniach Rywina na pytanie, czy prawdą jest deklaracja Rywina, że nie chciał on brać łapówki, powiedział w radiu, że Rywin mówi prawdę, kiedy twierdzi, że nic go nie łączy z SLD. Opozycja uznała słowa premiera za swoisty instruktaż dla pracy w komisji: Rywin był dobrym znajomym wielu szefów SLD, był z nimi po imieniu, balowali razem, a teraz nie ma z nimi nic wspólnego?
Miller wymienił również sprawy, w których - według niego - Rywin powiedział prawdę mówiąc, że: nie miał żadnych podstaw, aby osobę Leszka Millera przywoływać w tej sprawie. 
Także prawdziwe - w opinii szefa rządu - jest stwierdzenie Rywina, że nie jest związany z SLD, nic go nie łączy ani w przeszłości, ani teraz z Sojuszem. 
Miller powiedział: To potwierdzam. 

PIOTR BĄCZEK

 
Zwarci i gotowi
SLD chce sam decydować o przyszłości Polski 
Agora zmieniła linię ataku
Inne materiały 
w gazetowym wydaniu
Do nabycia w koskach lub za pośrednictwem
prenumeraty redakcyjnej