Prenumerata 
krajowa i zagraniczna
to najprostszy
i najpewniejszy sposób
otrzymywania GŁOSU
 
Publikowane we fragmentach 
Kampania Wrześniowa na Polesiu i Wołyniu

17.IX.1939 - 1.X.1939

(...) byłem świadkiem i uczestnikiem walk Korpusu Ochrony Pogranicza /później będę pisał KOP/, które się zaczęły właśnie 17 września, a które doprowadziły oddziały KOP z samej granicy polsko-bolszewickiej aż na zachód od Bugu. W książkach wydanych w Kraju są bardzo krótkie wzmianki o walkach KOP, ale w formie narzucającej domysł, że KOP walczył z Niemcami. (...) To, że o tych walkach prawie nic się nie wie, umożliwia podtrzymywanie tezy reżimu, że bolszewicy przyszli we Wrześniu nam na pomoc.
Wspomnienie to napisałem na podstawie nie tylko pamięci, ale głównie na podstawie szczegółowych notatek, które spisałem w parę miesięcy po wydarzeniach. Wszystkie oceny sytuacji, wydarzeń i osób są osobistymi ocenami gen. W. Orlik-Rueckemanna, ostatniego dowódcy Korpusu Ochrony Pogranicza. [1]

Przed 17 września

We wrześniu 1939 r. byłem w składzie sztabu dowództwa KOP i brałem udział w jego czynnościach. Pod wpływem wypadków wojennych już w pierwszych dniach wojny dowodzenie oddziałami granicznymi z Warszawy stawało się iluzoryczne. Dowódca KOP zdecydował ewakuację dowództwa KOP z Warszawy do Pińska. (...)
Dowództwo KOP nie uzyskało żadnych decyzji co do użycia KOP - ani w Naczelnym Dowództwie, ani w Ministerstwie Spraw Wojskowych. Zatwierdzono tylko pisemnie spalenie akt mobilizacyjnych dowództwa KOP. (...)

17 września 1939

Dnia 17 września dowództwo KOP otrzymało w Dawidgródku o godzinie 5 rano pierwsze wiadomości z odcinków granicznych o agresywnym zachowaniu się bolszewików i o próbach przekroczenia granicy. Po stronie bolszewickiej oprócz oddziałów granicznych wystąpiły również wojska regularne. Dały się ustalić silne uderzenia piechoty i broni pancernej na północ i południe od Polesia. Dowództwo KOP wydało rozkazy szczegółowo ustalające sposób walki, organizację oraz zadania oddziałów. Dowództwo KOP zdawało sobie sprawę ze słabości własnych sił. Słabość ta wynikała z:
a/ nikłych stanów liczebnych KOP /przesunięcie odwodów dla utworzenia nowych oddziałów i przedłużenia naszych skrzydeł na południu do armii gen. Kazimierza Fabrycego/;
b/ słabego uzbrojenia, braku artylerii i działek przeciwpancernych;
c/ dużego procentu mniejszości narodowych;
d/ braku wyposażenia do działań ruchomych, braku taborów i kuchni polowych.
Dowództwo KOP nie rozporządzało dosłownie żadnymi polowymi środkami łączności. Już w pierwszym dniu wojny dowództwo KOP miało łączność tylko z brygadą “Polesie”, pułkiem “Sarny” i baonem “Kleck”. [2] (...)

Dzień 18 września

W godzinach rannych napór nieprzyjaciela nieco silniejszy. (...) pod wieczór znowu podjęcie działań. (...)
W terenie rosną nastroje pro-bolszewickie. Dowództwo KOP przejeżdżając z Dawidgródka do Stolina natknęło się w miejscowości Bereżno na bramę powitalną wystawioną przez ludność dla bolszewików w przekonaniu, że KOP już opuścił ten teren.

Dzień 19 września

Baon “Kleck” i baon “Ludwikowo” wycofują się przez lasy w kierunku na Łuniniec bez kontaktu z nieprzyjacielem. Baon “Sienkiewicze” cofa się pod silnym naporem około dwóch baonów piechoty z artylerią i czołgami na Łuniniec.
Baon “Dawidgródek” wycofuje się we wczesnych godzinach na Stolin pod naporem co najmniej baonu piechoty z czołgami. Pułk “Sarny” trzyma się mimo ciężkich walk. Stwierdzono /po stronie nieprzyjaciela/ około pułku piechoty z artylerią i czołgami, i małymi oddziałkami konnymi. (...)
Gen. Kleeberg nie ma wiadomości o Naczelnym Dowództwie. Brześć nad Bugiem padł, pod Kobryniem walczył płk Epler, Kowel w naszym ręku. Warszawa i Lwów bronią się. Gen. Kleeberg chce zebrać swoją grupę w rejonie Kamienia Koszyrskiego i 23 września ruszyć w kierunku południowym na Kowel, a następnie na Łuck. Dowódca KOP zgłasza swój akces. (...) Rozdzielenie obu grup powinno się skończyć w rejonie Kowla. (...)

Dzień 23 i 24 września

Zostały wydane rozkazy w nocy 22 na 23 września, zarządzające zmianę kierunku marszu grupy KOP z południowego /Czeremoszno-Kowel/ na zachodni /Kamień Koszyrski-Włodawa/. (...)

Bitwa pod Szackiem

Kolumna północna idąc bardzo złymi drogami osiąga rano 28 września lizjerę lasu pod miejscowością Mielniki. Kolumna południowa osiąga przed świtem 28 września swym czołem lizjerę lasu na wschód od miejscowości Szack. (...)
Miejscowość Szack jest zajęta przez piechotę i czołgi bolszewickie. Dowódca grupy KOP, wracając w nocy z lizjery lasu pod miejscowością Szack do miejscowości Borowo, spotyka gros oddziałów kolumny południowej i ppłka Sulika, któremu wydaje krótkie dyspozycje: “Będziemy się bić z bolszewikami. Ubezpieczyć las i zorganizować obronę przeciwpancerną”.
Walka rozpoczęła się około godziny 8-ej rano, 28 września. Kolumna czołgów bolszewickich została dopuszczona do lizjery lasu na 500 do 600 metrów i przyjęta celnym ogniem działek ppanc., a następnie dział 75 mm. Zanim zdążyła się rozwinąć i podejść do lasu, została w przeważnej części zniszczona.
Mjr Balcerzak, dowódca baonu, uderza swoim batalionem na miasto Szack. Natarcie to, wsparte ogniem naszej artylerii, rozwija się pomyślnie i po gwałtownej walce przed i w samej miejscowości opanowuje ją około godziny 12-ej, rozbijając i odrzucając na północ bolszewików. Był to zmotoryzowany oddział rozpoznawczy w składzie 8 czołgów /7-8 ton rosyjskiego Vickers`a/ i ponad jedna kompania strzelecka na samochodach. Nieprzyjaciel w popłochu wycofał się, pozostawiając poza czołgami jeszcze jeden czołg zaopatrzenia typu amfibia, 5 samochodów ciężarowych, 2 działka, parę ckm-ów i część swojej kancelarii, złożonej w jednym z domów. (...)
O godz. 13-ej dowódca grupy spotkał się w Szacku z ppłk. Sulikiem. W drodze z lasu do miejscowości widział palące się bolszewickie czołgi. (...)
Około godziny 14-ej z kierunku północnego zaznaczyło się już nowe działanie bolszewickie na miejscowość. (...)
Wśród papierów bolszewickich został znaleziony rozkaz dowództwa 52-ej dywizji strzeleckiej do działań w dniu 28 września. Dywizja ta działała z Kobrynia i miała za zadanie oczyszczenie terenu na wschód od rzeki Bug w szerokim pasie do wysokości miasta Włodawa. Analogiczną akcję oczyszczającą miały wykonać na zachód od Bugu inne wielkie jednostki. Grupa KOP, nazwana w tym rozkazie “bandą polskich oficerów” (...) miała być zlikwidowana w godzinach rannych dnia 28 września (...).

Wieczór 29-go i 30 września

(...) Grupa KOP liczy 30 września około 3.000 ludzi. (...) Przemarsz do miejscowości Wytyczno bez żadnych wypadków.
Przy przekraczaniu szosy Włodawa-Trawniki, tuż na zachód od miejscowości Wytyczno, między godziną 1-ą a 2-ą w nocy 1 października, szosą z południa uderza na czołowe oddziały nasze kolumna czołgów bolszewickich. Zostaje ona przyjęta ogniem działek ppanc. i polówek, i odrzucona, tracąc 4 czołgi. Pod osłoną rozwiniętego baonu przechodzi następny baon i zaczynają przechodzić tabory.
O świcie dnia 1 października wzdłuż szosy i na zachodnią część miejscowości Wytyczno naciera piechota bolszewicka z czołgami, wsparta ogniem paru baterii. W tym czasie koniec taborów przechodzi szosę i kryje się w lesie na zachód od szosy. Natarcie bolszewickie zostaje odrzucone, artyleria nasza na stanowiskach rozpoczyna swój ogień. Artyleria bolszewicka ostrzeliwuje silnie las Wólka Wytyczna.
Około godz. 9-ej (...) bateria 75 mm ma jeszcze około 60 pocisków, haubice 8 do 10 na baterię. Mamy już ciężkie straty. (...)
Między godz. 8 a 9 rano przez radio baon “Polesie” dostał rozkaz uderzenia (...) na skrzydło nieprzyjaciela. Rozkaz ten został odebrany, ale natarcie nie wyruszyło. (...) ppłk Dyszkiewicz i ppłk Jur próbowali poderwać batalion do natarcia, ale ruszyła z nimi tylko garstka żołnierzy. Poszczególne grupki żołnierzy koło domów w Wytycznem zaczęły się poddawać. W tym też czasie ppłk Sulik /dowódca pułku “Sarny”/ zameldował dowódcy grupy KOP, że obrona absolutnie do wieczora nie wytrzyma. Żołnierze są wyczerpani, brak amunicji, zredukowane stany oddziałów; obawia się, czy potrafi odeprzeć jeszcze jeden zdecydowany atak.
O godz. 10.30 dowódca grupy KOP zwołał na odprawę dowódców będących na miejscu: płk Bittner /zastępca dowódcy grupy/, ppłk Sulik /dowódca pułku “Sarny”/, mjr Czernik /dowódca artylerii/, mjr Gawroński /szef sztabu grupy/, mjr Marcinkiewicz /ze sztabu dowództwa grupy/. Wszyscy zgodnie ocenili, że obrona w każdej chwili może być przełamana; jesteśmy stale pod groźbą oskrzydlenia z zachodniego kierunku, któremu nic przeciwstawić już nie możemy; artyleria jest wykończona /pozostało dosłownie na obie baterie 20 pocisków razem/; walczymy z przewagą, żołnierz jest wyczerpany fizycznie i moralnie, znający ogólną katastrofalną sytuację kraju [3], w każdej chwili może się załamać; już to się stało z baonem “Polesie”.
Przed dowódcą grupy KOP stały trzy ewentualności do wyboru:
1. walka do ostateczności - musi skończyć się zagładą,
2. oderwać się od nieprzyjaciela i rozproszyć się - uratowanie żołnierzy,
3. kapitulować - poddać się.
Dowódca grupy KOP gen. Orlik-Rueckemann nie mogąc zwyciężyć, nie chciał kapitulować, ale chciał uratować żołnierzy. Byliśmy już na zachód od rzeki Bug, na terytorium etnograficznie polskim. O ile oderwanie się uda, rozproszonym żołnierzom nie grozi niewola.
O godzinie 11-ej, dnia 1 października, dowódca grupy KOP ogłosił swoją decyzję i wydał rozkazy. O godzinie 12-ej kończymy walkę i odrywamy się pod przykryciem lasu. (...) 
Dowództwo grupy (...) dotarło do lasu na południe od miejscowości Parczew i tu około godz. 16-ej zebrało się około 30 oficerów ze sztabu grupy, z pułku “Sarny” i artylerzyści.
Przynieśli oni następujące wiadomości: przerwanie walki, osiągnięcie pierwszego odskoku i rozproszenie się zostało przeprowadzone pomyślnie. (...)
Dowódca KOP przedstawił zebranym, że mimo zakończenia przez nas otwartej walki orężnej w mundurze żołnierza polskiego nie wolno nam się wycofywać z walki. Walka ta musi być przez nas od tej chwili inaczej prowadzona. Musimy znowu przejść do konspiracji. (...)
Większości tych 30 oficerów udało się szczęśliwie dotrzeć do Warszawy (...).

Zestawienie działań bojowych grupy KOP od 17 IX do 1 X 1939

I. Marsze
Marszowy wysiłek grupy w ciągu 18 dni marszów /noc z 29/30 bez marszu/ wynosił od 380 do 447 km. Na jeden dzień marszu przeciętnie 32 km. Na 13 dni marszowych wypadało 6-7 marszów nocnych.
II. Walki
Oddziały KOP walczyły w czasie 15 dni działań w ciągu od 6 do 9 dni. Walczyły dwa do czterech dni nad granicą Państwa, stoczyły jedną potyczkę z dywersantami pod Ratnem i dwie bitwy /z Armią Czerwoną/ pod Szackiem i pod Wytycznem. W sumie oddziały grupy KOP walczyły nad granicą na odcinku około 300 km, zbierając się ze strażnic w kompanie i baony w walce; organizują grupę KOP w składzie około 8 baonów, 2 baterii i jednego szwadronu, i znad granicy przechodzą w walkach przez całe Polesie ze wschodu na zachód, przebijają się przez nieprzyjaciela do Bugu, niszcząc w tych walkach nieprzyjacielowi 17 czołgów i przynajmniej jeden samolot. (...)

gen. WILHELM
ORLIK-RUECKEMANN

Opracował Leopold Jerzewski [właśc.: Jerzy Łojek], Wydawnictwo GŁOS, Warszawa 1985, str. 20., I wydanie krajowe, projekt okładki: N. L. [właśc.: Marek Kopyt]

[1] tu i później autor pisze o sobie w trzeciej osobie liczbie pojedynczej. (red.)
[2] baon - skrót od batalion (red.)
[3] w całej relacji gen. W. Orlik-Rueckemanna jest to jedyna wzmianka o dostrzeganiu w tym momencie ogólnej beznadziejnej sytuacji Rzeczypospolitej; wydaje się, że dla motywacji działań tej grupy ogólne położenie obrony kraju długo nie miało istotnego znaczenia o charakterze demoralizującym (L. J.)
 

Publikowane we fragmentach 
Pomysł na wzmocnienie nadzoru nad majątkiem Skarbu Państwa

Prokuratoria Generalna

Po raz czwarty w historii III RP do Sejmu powraca pomysł powołania Prokuratorii Generalnej. Organu centralnego, który będzie dbał o przejrzystość prywatyzacji i w jej trakcie stał na straży interesu publicznego. Raporty NIK pokazują bowiem, że obecnie przy zbywaniu majątku Skarbu Państwa kluczową rolę odgrywają doraźne korzyści Ministra Finansów i nadzorujących sprzedaż urzędników. Zaś straty, jakie rok rocznie ponosi wskutek tego społeczeństwo i Skarb Państwa idą w setki miliardów złotych. 
Sprawująca nadzór nad majątkiem Skarbu Państwa Prokuratoria Generalna jest pomysłem wywodzącym się z II Rzeczypospolitej. Powołany w roku 1919 urząd okazał się wyjątkowo skutecznym nadzorcą majątku publicznego. W dużym stopniu dzięki Prokuratorii Polska okresu międzywojnia ustrzegła się pasma kompromitacji, jakie w obecnych czasach towarzyszą zarządzaniu i zbywaniu mienia państwowego. 

Z historii III RP

Potrzebę powołania organu, którzy zapanuje nad urzędniczo-ministerialnym bezhołowiem, po raz pierwszy w III RP dostrzegli politycy z rządu Jana Olszewskiego. Na skutek pałacowego zamachu stanu, którego dokonali ludzie okrągłego stołu w czerwcu 1992 roku, gabinet Olszewskiego musiał odejść zanim zgłoszono w Sejmie odpowiedni projekt ustawy.
Prace nad Prokuratorią mimo to kontynuowano w Sejmie. Wówczas premier nowopowołanego rządu – Hanna Suchocka zadeklarowała, że jej gabinet przygotuje własny projekt dając mu poparcie większości. Szybko okazało się jednak, że obóz liberalny (obok postkomunistów czerpiący najwięcej zysków ze złodziejskiej prywatyzacji) jest gorącym przeciwnikiem powołania Prokuratorii. A deklaracje Suchockiej miały za cel storpedowanie prac sejmowych.
Do pomysłu powrócono w II kadencji parlamentu. Wówczas jednak liberalno-postkomunistyczna koalicja SLD-UW odrzuciła projekt ustawy już w pierwszym czytaniu. 
Znacznie lepszą dla ustawy o Prokuratorii okazała się III kadencja. Pracom nad ustawą patronowała grupa niepodległościowych posłów AWS nazywana pieszczotliwie “oczkiem”. Lecz i tym razem liberałowie kontratakowali. Ponownie posłużono się  “projektem rządowym” by osłabić pozycję organu kontrolnego. W imieniu rządu Jerzego Buzka zgłoszono konkurencyjny do poselskiego projekt, który ostatecznie został uchwalony. 
Mimo licznych mankamentów ustawa rządu Buzka dawała nadzieję na zapobieżenie ewidentnym nadużyciom. Niestety, postkomuniści raz jeszcze stanęli na straży rabunkowej wyprzedaży mienia publicznego. Pod pretekstem kolizji uprawnień Prokuratorii i Ministra Skarbu ustawę zawetował Aleksander Kwaśniewski (choć nie skierował jej do Trybunału Konstytucyjnego, gdzie można byłoby sprawdzić zasadność stawianych ustawie zarzutów). 

Projekt PSL-u

Obecnie projekt ustawy “o Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa” przygotowała grupa 32 posłów (głównie z PSL) reprezentowanych przez wicemarszałka Sejmu Janusza Wojciechowskiego (druk sejmowy nr 1834 datowany na 14 czerwca 2002 roku). 
Jak piszą projektodawcy, ich celem jest wzmocnienie nadzoru nad majątkiem Skarbu Państwa, znajdującym się w dyspozycji państwowych jednostek organizacyjnych oraz państwowych osób prawnych. Obecnie nadzór ten formalnie sprawuje Minister Skarbu. Praktyka dowodzi, że (...) nie jest on skuteczny, o czym świadczą wyniki kontroli NIK, a aktualnie także rządowy raport o sytuacji w niektórych spółkach Skarbu Państwa.
Decyzje w sprawach majątku podejmowane są bez niezbędnych analiz ekonomicznych, bez obiektywnej weryfikacji. (...) W konsekwencji opinia publiczna raz po raz bulwersowana jest kolejnymi aferami, wystarczy wymienić sprawy nadużyć w takich państwowych podmiotach gospodarczych jak: Poczta Polska, PKP, PZU, KGHM. Przykłady rażącego nieliczenia się z interesem gospodarczym Państwa znaleźć można w obszarze prywatyzacji, wystarczy wymienić tyko powszechnie znane przypadki Domów Towarowych Centrum, Telekomunikacji Polskiej, PZU i innych.

Wąskie uprawnienia organu, silne umocowanie pracowników

W proponowanym przez PSL kształcie Prokuratoria miałaby za zadanie:
l zapewniać profesjonalną obsługę prawną Skarbu Państwa przed sądami i innymi organami w sprawach majątkowych (zastępstwo Skarbu Państwa w procesach sądowych),
l opiniować projekty umów, których stroną ma być Skarb Państwa.
W zależności od charakteru umów, wielkości prywatyzowanego majątku, czy zgłoszonego roszczenia, Prokuratoria wkraczałaby do działania z urzędu lub na zasadzie dowolności. I tak w przypadku umów prywatyzacyjnych obligatoryjna opinia Prokuratorii byłaby wymagana przy transakcjach o wartości powyżej 200.000 euro. Jeśli majątek oszacowanoby na kwotę niższą, wówczas Prokuratoria mogłaby wydawać opinię fakultatywnie na wniosek właściwego organu lub z inicjatywy własnej. 
Projekt przewiduje powołanie dwu nowych zawodów prawniczych dysponujących odrębnym samorządem: referendarz i radca Prokuratorii Generalnej. Rozdział 5 projektu ustawy poświęcony sposobowi powoływania i odwoływania pracowników Prokuratorii oraz ich obowiązkom i przywilejom jest najobszerniejszą częścią druku sejmowego (jest tu mowa również o sposobie wynagradzania, przyznawania urlopów, wymiarze pracy itd.). 

Ile to może kosztować?

Brak dokładnych szacunków kosztów powołania urzędu. Wiadomo tylko, że przy planowanym zatrudnieniu szacowanym łącznie na około 400 osób (w centrali i oddziałach wojewódzkich) roczne koszty wynagrodzeń powinny wynieść około 40 mln zł (19 mln właściwe uposażenia, 21 ZUS i podatki!). 
Do tego należy doliczyć koszty zapewnienia odpowiednich pomieszczeń, sprzętu i ich eksploatacji. Poza SLD praktycznie wszystkie inne siły polityczne są jednak zgodne, że jedna starannie przeprowadzona prywatyzacja jest w stanie zwrócić koszty funkcjonowania Prokuratorii na długie lata. W trakcie debaty sejmowej pojawiły się nawet głosy, że projektodawca był nadmiernie skąpy wobec tego urzędu. 

kas


 
Kampania Wrześniowa na Polesiu i Wołyniu
Prokuratoria Generalna
Pomysł na wzmocnienie nadzoru nad majątkiem Skarbu Państwa
Inne materiały 
w gazetowym wydaniu
Do nabycia w koskach lub za pośrednictwem
prenumeraty redakcyjnej