Zeznania Marka Dochnala pokazują Kwaśniewskiego i jego otoczenie jako część antypolskiej mafii

Kim jest Aleksander Kwaśniewski?


Jeszcze do niedawna można było sądzić, że przesłuchanie Aleksandra Kwaśniewskiego odbędzie się w dość sennej atmosferze przytłoczonej oficjalnym ceremoniałem. Choć bowiem Komisja ds. Orlenu dysponuje bardzo licznymi przesłankami i dowodami wskazującymi na ścisły związek Kwaśniewskiego ze sprawą, żaden świadek dotąd nie powiedział wprost: tak, to Kancelaria Prezydenta stanowiła centrum decyzyjne i to tam wszystko się rozstrzygało.


Teraz wszystko się zmieniło: zeznania Marka Dochnala stanowią to brakujące ogniwo. Dochnal bowiem mówi wprost: decydował pałac prezydencki.


Modrzejewski bis


Według Marka Dochnala, aresztowanego we wrześniu ubiegłego roku lobbysty, jego zatrzymanie było kopią działania UOP wobec Modrzejewskiego w 2002 r. Modrzejewski został zatrzymany, by Kulczyk i Miller mogli przejąć kontrolę nad „Orlenem” i polskim sektorem naftowym, który chcieli sprzedać Rosji, Dochnal został zatrzymany, by uniemożliwić dywersyfikację dostaw ropy naftowej do Polski. Dochnal twierdzi też, że aresztowanie zablokowało podpisanie przezeń umowy z szefem kazachskiej firmy naftowej, co pozwalałoby zaopatrywać Polskę w ropę z Kazachstanu. Początkowo ropa miała płynąć naftociągami rosyjskimi, w przyszłości zaś wybudowanym wspólnie naftociągiem Odessa-Brody-Gdańsk. Ta magistrala naftowa jest od dawna nadzieją Polski na uniezależnienie się od Rosji. Równocześnie jednak rządy postkomunistyczne robią wszystko, by nie doszło do wybudowania tego naftociągu. A Rosjanie starają się nas do tego zniechęcić. W tę grę włączono także polskie służby, które sugerują, że taki naftociąg nie ma szans powstać. Działanie takie jest oczywiście na rękę Rosji i rosyjskich przedsiębiorstw starających się przekonać nas, że nie mamy alternatywy poza Łukoilem, Jukosem i innymi podmiotami z Rosji. Według Dochnala za jego aresztowaniem stała kancelaria prezydenta, której ministrowie wspierali aktywnie Kulczyka. Ten zaangażowany był w sprzedaż sektora naftowego Rosji, nie chciał więc dopuścić jakiegokolwiek innego rozwiązania.


Kancelaria Prezydenta gra dla Moskwy


Dochnal wskazuje personalnie na Marka Siwca i Marka Ungiera jako zaangażowanych w przeciwdziałanie jego planom. W sprawy wciągnięty miał być także sam prezydent, który poprzez swoich wysłanników miał upewniać Rosjan, że Kulczyk jest wiarygodnym partnerem posiadającym wsparcie głowy państwa. Z taką misją miał zwrócić się do Dochnala Jarosław Grzesiak, przedstawiciel kancelarii Dewey Ballantine na Polskę, występujący w tych rozmowach zarówno w imieniu Kulczyka, Orlenu jak i Prezydenta. Do Dochnala zwracano się o pośrednictwo w rozmowach z Łukoilem, a także z Ałganowem, którego Dochnal określa jako „komisarza politycznego Putina” przy sektorze energetycznym. Układy rosyjskie Dochnal, jak twierdzi, zna świetnie jeszcze z początku lat 90-ych, gdy to w Petersburgu poznał Putina i głównych dziś oligarchów rosyjskich. W zeznaniach Dochnala można by dopatrywać się wątków mitomańskich gdyby nie to, że istnieją wiarygodne potwierdzenia jego relacji. Wiadomo więc skądinąd, że faktycznie spotyka się z Ałganowem, tak jak wiadomo, że bywał blisko rodziny Kwaśniewskich i Putina. Dlatego można przyjąć za dobrą monetę podstawowe stwierdzenie Dochnala: teza o tworzeniu koncernu środkowoeuropejskiego z połączenia Orlenu z MOL-em itp. była zasłoną dymną. Od początku wszyscy decydenci, a zwłaszcza Kwaśniewski, świetnie wiedzieli, że sektor ma kupić Rosja a zwłaszcza Łukoil. Chodziło jedynie o to, jaką pozycję w tym rosyjskim już przedsięwzięciu uzyska Kulczyk i jego ludzie. I tego dotyczyła ta misterna układanka, czasem robiąca wrażenie chaosu.


Kwaśniewski to czynnik stały rosyjskiej gry


Taki wniosek wprawdzie już przed dwoma miesiącami sformułował w wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” Antoni Macierewicz, ale inni członkowie Komisji raczej oszczędzali Prezydenta. Nie było zresztą wówczas jeszcze dowodów wprost, a jedynie przesłanki. Najdalej szedł w swych wnioskach Giertych, ale i on, co najwyżej, wskazywał na pośrednie przesłanki dotyczące Kwaśniewskiego. Jego raport o prezydencie mówił oszczędnie, i w kręgach analityków nawet zastanawiano się, czy lider LPR nie dokonał zwrotu w stronę pałacu prezydenckiego. Macierewicz wskazywał w rozmowie z Małgorzatą Subotić na następujące elementy: po pierwsze, z punktu widzenia Rosjan prezydent jest najważniejszą osobą w państwie. W wypadku Aleksandra Kwaśniewskiego jest to o tyle uzasadnione, że pełni swój urząd od 9 lat i stanowi element trwały polityki polskiej, a w przeszłości w negocjacjach dotyczących handlu energią udowodnił, że można na nim polegać. Takim przykładem było jego działanie w sprawie kontraktu gazowego, gdy to w 1998 r. polityka rządu Buzka groziła usamodzielnieniem się Polski, a do tego wciągnięciem do tej gry Ukrainy. Wtedy jeden list Rema Wiachiriewa do Kwaśniewskiego zdyscyplinował Polaków.


Plan Cioska


Po drugie, sprawami tymi przy Kwaśniewskim zajmował się Stanisław Ciosek, dobrze znany Rosjanom jeszcze z czasów Jaruzelskiego, blisko związany z komunistycznymi służbami specjalnymi, a do tego podejrzewany o związki ze STASI. Andrzej Czyżewski, przebywający w Niemczech przedsiębiorca naftowy, oskarża Cioska o rolę kierowniczą w ochronie mafii paliwowej. Komisja dysponuje sugestywnymi przesłankami, że coś jest na rzeczy: oto w styczniu 2002 r. przed wizytą Putina w Polsce Ciosek przyjmuje niejakiego Wielińskiego ze Szczecina, byłego funkcjonariusza SB, właściciela spółki ochroniarskiej. Wieliński organizuje spotkanie mafii z Putinem podczas jego pobytu w Poznaniu. Czy w tym celu spotkał się z Cioskiem? Ciosek spotyka się także z szefami rosyjskich koncernów naftowych. Z każdego spotkania pisze sprawozdania dla prezydenta Kwaśniewskiego. A więc zapewne i z tego z początku 2002 r., gdy to przedstawiciel Łukoila przekonuje go, że Polska „musi się posunąć” na rynku naftowym. Rosjanie są bowiem przekonani, że Polacy, sprowadzając z Rosji surowiec i przetwarzając go na „galanterię” naftową, za dużo na tym zarabiają. Więc każą się „posunąć”. Mówią wprost: wszystko, czego nie kupił od was Zachód, weźmiemy my. Pan każe, sługa musi. Ciosek formuje plan rozwiązania tej kwestii. Ma to polegać na tym, że Polska pozbędzie się na rzecz Rosji sektora petrochemicznego, a w zamian za to otwarte zostaną dla naszego eksportu rynki wschodnie. Koncepcja ciekawa, tyle, że zakłada, że ten eksport dotyczyć będzie towarów wytwarzanych przez filie zachodnich przedsiębiorstw. Plan Cioska od chwili jego sformułowania stanowił trwały element negocjacji ze strony polskiej.


Co wiedziano w kancelarii?


Ale podczas tej wizyty Ciosek usłyszał coś jeszcze, co za kilka tygodni okaże się mieć siłę bomby politycznej. Rosjanie mówią bowiem Cioskowi, że nie życzą sobie, by spółka J&S nadal pełniła rolę najważniejszego pośrednika w handlu ropą między Polską a Rosją. Możemy ropę dostarczać bezpośrednio, mówią mu Rosjanie. Nikt z rozmówców nie dodaje, że pragną dostarczać ropę bezpośrednio do polskich rafinerii, gdyż najpierw chcą je wykupić. Czy i co Ciosek odpowiedział Rosjanom, nie bardzo wiadomo. Jedno jest pewne: wiedział, że rozmawia z ludźmi rosyjskich służb specjalnych, bo do tego przyznał się publicznie w rozmowie z dziennikarzem telewizji TVN 24. Czy oznacza to np., że podczas rozmów był obecny Ałganow? I jeszcze jedno pytanie: Czy Ciosek wie o tym, że w UOP od kilku miesięcy przygotowywano już plan wyeliminowania J&S? Ciosek mógł nie wiedzieć, ale Kwaśniewski musiał wiedzieć, bo był o tym systematycznie informowany i konsultowany; także o tym, że prezydent Putin już w czasie kampanii wyborczej przyrzekł, iż J&S zostanie wyeliminowany z rynku polskiego. Tym, którzy dziwić się mogą, dlaczego prezydent takiej potęgi jak Rosja zajmuje się skromną spółką J&S, przypomnieć trzeba dwie kwestie. Po pierwsze, spółka ta dostarczała 75% zaopatrzenia Polski w ropę naftową, a dostarczanie energii stanowi główne narzędzie rosyjskich wpływów w Polsce. Po drugie, J&S nie tylko dostarcza ropę do Polski, ale także kontroluje cały de facto eksport ropy z Rosji przez Polskę (gdański Naftoport) zarówno na Zachód, jak do Chin. Dziś ten eksport nie ma już tak gardłowego znaczenia jak 3 lata temu, gdyż Rosjanie opanowali rafinerię w Możejkach i mają terminal na Bałtyku. Nadal jednak gdański Naftoport, to główny punkt eksportu ropy rosyjskiej.


Kulczyk przejmuje Orlen


Rozmowy z Rosjanami musiały być dalece zaawansowane, skoro podczas Rady Gabinetowej 21 lutego 2002 r., a więc posiedzenia Rady Ministrów, w obecności Prezydenta sformułowano podstawowe ramy polityki wschodniej. Zakładały one, „nowe otwarcie na Rosję”, która miała stać się priorytetem polityki polskiej. W jej ramach cały sektor petrochemiczny miał zostać sprzedany Rosji.

Wtedy, gdy Kwaśniewski wypowiada 21 lutego 2002 r. słynne słowa o SLD stanowiącej jego „pierwszą brygadę”, sprawa Orlenu wydaje się być przesądzona także dlatego, że podczas długiej i dramatycznej nocnej rozmowy między Kwaśniewskim, Millerem i Kulczykiem dochodzi ostatecznie do porozumienia co do podziału wpływów w Orlenie. Wygrywa wspierany przez Kwaśniewskiego Kulczyk, którego ludzie w przeciągu kilku miesięcy opanowują koncern i narzucają swoje rozwiązania. Czy Kwaśniewski o nich wie? Kulczyk zrywa bowiem kontrakt z J&S i podejmuje działania, które doprowadzają do zwarcia umowy z Petrovalem reprezentującym Jukos. Ta firma, nie znana nikomu na rynkach polskich, Kulczykowi musiała być znana od dawna, gdyż był on strategicznym partnerem węgierskiego MOL-a, a Petroval dostarczał ropę właśnie MOL-owi. Umowa zawarta „za pięć dwunasta” pozbawiała Polskę jakiegokolwiek manewru i groziła katastrofą w razie załamania się Jukosu. Podejrzewa się, że została zawarta ze względów korupcyjnych. Czy Kwaśniewski wiedział, co wyprawia z polskim sektorem naftowym jego ulubieniec?


Wejście Ałganowa


Nawet, jeśli wówczas był tego wszystkiego nieświadom, to latem 2003 r. sielanka się skończyła. Kulczyk powiadamia Millera i Kwaśniewskiego o wiedeńskim spotkaniu z Ałganowem oraz o prowadzonych tam rozmowach. W ich trakcie miała paść informacja o gigantycznej łapówce, jaką Kaczmarek miał wziąć od Rosjan. Wiadomość o tym przywozi Kwaśniewskiemu nad morze Ungier, który wcześniej ostrzega Kaczmarka, że jest on inwigilowany. Nie wiemy nic o zachowaniach Kwaśniewskiego. Gdy rzecz cała wydała się jesienią 2004 r. Kwaśniewski przysięga, że był na Kulczyka oburzony. Sam fakt rozmowy z Ałganowem, twierdzi Kwaśniewski, stanowił przekroczenie granic. Nic dodać, nic ująć. Tak właśnie było - tyle, że nic nie wskazuje na to, by Kwaśniewski naprawdę tak się zachował wobec Kulczyka. Raczej przeciwnie, do czasu wyjścia na jaw skandalicznych szczegółów utrzymuje z nim zażyłe stosunki.

Dziś wiemy już więcej. Wiemy przede wszystkim, że Kwaśniewski jest systematycznie informowany o rozmowach Kulczyka z Rosjanami w sprawie sprzedaży Rafinerii Gdańskiej i ewentualnie Orlenu i wcale nie interweniuje. Już ten fakt wskazuje na to, że Kwaśniewski w istocie aprobuje działania Kulczyka. Uprawdopodabnia to informację zdobytą przez polski wywiad, że podczas rozmowy z Ałganowem Kulczyk powoływał się na autorytet Kwaśniewskiego jako osoby gwarantującej wiarygodność propozycji sprzedania Moskwie sektora naftowego.


Krąg wiedeński: Kuna i Żagiel


Tak więc Kwaśniewski jest bardzo głęboko uwikłany w całą aferę Orlenu. Sprawy wyglądają jeszcze gorzej, gdy spojrzymy na nie z punktu widzenia tzw. kręgu wiedeńskiego, czyli od strony przestępczo-szpiegowskiego środowiska panów Kuny i Żagla. Obaj mają kryminalną i szpiegowską przeszłość. Obaj związani są i z gangsterem Baraniną, i z podejrzanymi interesami Rosji w latach 80-ych, i w związki z ludźmi świata nomenklaturowo-szpiegowskiego w Polsce. Ich firmy takie jak Polmarck, Mitta, Billa odegrały niechlubną rolę w tzw. prywatyzacji w Polsce, ale przede wszystkim tworzyły sieć szpiegowsko-przestępczą. Znali Kwaśniewskiego w latach 90-ych i zatrudniali Ałganowa jako swego pracownika. Równocześnie obaj byli częstymi gośćmi pani prezydentowej i urządzanych przez nią przyjęć. Czy Kwaśniewski mógł o tym nic nie wiedzieć? Czy jest możliwe, by p. Kwaśniewska spotykała się z Żaglem i Kuną, pracodawcami Ałganowa, a Kwaśniewski był tego nieświadom?

Trudno w to uwierzyć, podobnie jak trudno uwierzyć, że Kwaśniewski nie wiedział o ich aktywnej roli w doprowadzeniu do spotkania wiedeńskiego. Ale jeśli tak, to miejsce Kwaśniewskiego i jego związek z Ałganowem rysuje się zupełnie inaczej. Wszystko to razem sytuuje Kwaśniewskiego raczej jako człowieka uwikłanego w grę wywiadowczo-biznesową, niż jako polityka pełniącego najwyższą funkcję w państwie polskim.


Witold M. Kańka