4 lipca 1610 roku zwycięstwo pod Kłuszynem otworzyło Polakom drogę na Kreml

Zapomniana bitwa tysiąclecia


Ta bitwa rozegrała się równo 200 lat po bitwie grunwaldzkiej. To, co Polacy osiągnęli dzięki temu zwycięstwu - własnymi siłami, bez wsparcia sojuszników - pozostało niespełnionym marzeniem Napoleona i innych zdobywców. 4 lipca, dzień bitwy pod Kłuszynem (bo o niej tu mowa), do dzisiaj jest w armii rosyjskiej Dniem Żałoby.

Historia, to w dziejach narodów bastion, na którym wspiera się ich poczucie ludzkiej godności. To ona umacnia narodowe więzi i nadaje sens zbiorowemu życiu. Można być bowiem narodem bez ziemi, ale nie może istnieć naród bez własnej historii. Przez wiele dziesiątków lat nasi wrogowie próbowali wyzuć nas z naszej historii. Chcąc pozbawić Polaków poczucia historycznej łączności z wielką przeszłością, chcieli zniszczyć w nas świadomość jej istnienia. Wyszliśmy z tych dekad duchowo poobijani. Wielu z nas zapomniało o historii Polski, wielu wciąż nie może otrząsnąć się z poczucia, jakby napluto nam w dusze.

W epoce PRL komunistyczna edukacja i propaganda starała się wyrzucić z polskiej pamięci chwalebne militarne zwycięstwo, w swoich skutkach większe nawet od grunwaldzkiego. Chciano nam tę pamięć odebrać, bo było to zwycięstwo nad Rosją, a doprowadziło do dwuletniego panowania Polaków na Kremlu - czego potem nie potrafili dokonać nawet najpotężniejsi wodzowi wojsk zachodniej Europy.


Próby i nadzieje


Do bitwy pod Kłuszynem doszło niemal równo 200 lat po bitwie grunwaldzkiej - 4 lipca 1610 roku. Zanim polska husaria i piechota starła się tam z rosyjskimi strzelcami i cudzoziemskimi najemnikami, Polacy podejmowali trzy kolejne próby osadzenia na opuszczonym moskiewskim tronie przychylnego sobie pretendenta. W czasie dwu prywatnych wypraw magnatów polskich na Moskwę kandydatami do kołpaka Monomacha byli Rosjanie - Dymitr I zwany Samozwańcem i Dymitr Samozwaniec II zwany tuszyńskim złodziejem. W czasie trzeciej, oficjalnej wyprawy na Moskwę z królem Zygmuntem III Wazą na czele, rosyjscy magnaci (bojarzy) dwukrotnie zapraszali na tron moskiewski polskiego królewicza Władysława, późniejszego króla Władysława IV.

Dziś można jedynie żałować, że wielkie zwycięstwo militarne hetmana polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego nie doprowadziło do stworzenia federacyjnego mocarstwa rozszerzającego wpływy cywilizacyjne Polski, Zachodu i Kościoła katolickiego aż do Uralu i na Syberię. Choć Polska należała wówczas do grona poważnych graczy na arenie europejskiej, kłuszyńska wiktoria - z winy króla Zygmunta III Wazy (oraz z przyczyn obiektywnych) nie przełożyła się na możliwe wówczas do osiągnięcia wielkie, jedno z największych cywilizacyjnych zwycięstw w historii świata.


Kreml wzięty


Bitwa kłuszyńska charakteryzowała się ogromną dysproporcją zaangażowanych w nią sił - przyjmuje się, że na każdych pięciu żołnierzy rosyjskich przypadał zaledwie jeden Polak.

Przeciw korpusowi moskiewskiemu, maszerującemu pod wodzą Dymitra Szujskiego na odsiecz obleganemu przez Polaków Smoleńskowi, Zygmunt III skierował wydzielone siły o ogólnej liczebności 8.000 żołnierzy pod dowództwem Żółkiewskiego, który musiał jednak część z nich zostawić pod Carowym Zajmiszczem, gdzie zamknął się Hrehory Wałujew z przednią strażą Moskali. W samej bitwie pod Kłuszynem brało zatem udział zaledwie niecałe 6800 Polaków oraz 2 lub 4 działka artyleryjskie. Z drugiej strony doliczono się 30.000 regularnych wojsk moskiewskich wspieranych przez 6.000 cudzoziemskich najemników (Niemców, Szwedów, Francuzów, Szkotów, Anglików...) oraz 11 dział. Łamiąc raz po raz opór stawiany mu na płotach i zasiekach przez moskiewskich strzelców Żółkiewski serią śmiałych ataków spychał przeciwnika na kolejne linie obrony, aż wreszcie zmusił Szujskiego i jego wojska do panicznej ucieczki, a cudzoziemców do kapitulacji. W bitwie zginęło 15.000 przeciwników. Dwa dni później poddał się też Wałujew. Negocjacje z bojarami trochę jeszcze trwały, ale inicjatywa wciąż była po stronie polskiego hetmana. 8 października 1610 roku zwycięzca spod Kłuszyna obsadził swymi wojskami Kreml, a grzecznością i umiarkowaniem wnet zjednał sobie miłość moskiewskiego ludu i poparcie części wojsk rosyjskich - pisał przed laty profesor Władysław Konopczyński.


Co by było, gdyby


Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by uzmysłowić sobie, jak wielkim państwem mogłyby stać się, połączone unią, początkowo nawet tylko personalną, polsko-litewsko-ruska Rzeczpospolita oraz Wielkie Księstwo Moskiewskie (którego władcy posługiwali się już wówczas od pewnego czasu tytułem cesarzy/carów rosyjskich).

Wielu wierzyło wówczas, że możliwa jest powtórka z historii. Bojarzy i polski król - a na pewno najmądrzejsi jego doradcy, w tym sam Żółkiewski - nie chcieli, by Rzeczpospolita podbijała Rosję; zamierzali raczej utworzyć unię państwową podobną do tej, która przed laty spoiła Litwę z Polską zgodnie z zasadą “wolni z wolnymi, równy z równymi”. Otwierałoby to drogę także do poszerzenia niedawno zawiązanej unii religijnej na ziemie prawosławnej Moskwy i uznania przez cerkiew pierwszeństwa Stolicy Piotrowej w Rzymie.

To, że przez całe dziesięciolecia komuniści starali się zagłuszyć - jak widać, ze skutkiem - znaczenie bitwy pod Kłuszynem, specjalnie nie dziwi. Jak bowiem można było, pozostając w “braterskimi” sojuszu ze Związkiem Sowieckim, jednocześnie wychwalać bitwę, która mogła i powinna była doprowadzić do wciągnięcia Rosji i prawosławia w orbitę wpływów cywilizacyjnych katolickiego Zachodu? Czy doprowadziłoby to do odsunięcia niebezpieczeństwa rozbiorów, a w dalszej perspektywie: czy w XX wieku w odległym Władywostoku mówionoby po rosyjsku czy po polsku?


Dzień Chwały Oręża Polskiego


Dzień Żołnierza w III RP obchodzi się 15 sierpnia - w rocznicę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej z bolszewikami z 1920 roku. Ogromny szacunek należny uczestnikom tej bitwy nie zmieni faktu, że to nie jej rocznica jest w Rosji obchodzona jako dzień żałoby. Tam doskonale wiedzą, w jakim momencie swych dziejów władztwo moskiewskich carów było najbliżej końca swej historii - nie po zdobyciu Moskwy przez armie Napoleona w roku 1812. I nie w czasie natarcia wojsk Hitlera w roku 1941. Nie.


Dniem największej żałoby w armii rosyjskiej jest do dzisiaj dzień 4 lipca - rocznica przegranej bitwy pod Kłuszynem z roku 1610. Natomiast dzień 7 listopada - dzień opuszczenia Kremla przez polską załogę w roku 1612 - został podniesiony w Rosji do rangi święta narodowego. Widać niezbicie, że obie te, obchodzone w armii rosyjskiej rocznice, są jednoznacznie związane z polskim zwycięstwem pod Kłuszynem.

Z całym szacunkiem dla innych polskich zwycięstw, to 4 lipca - rocznica zwycięstwa tysiąclecia, rocznica bitwy pod Kłuszynem, największy symbol Polski mocarstwowej - powinien w IV Rzeczypospolitej zostać ustanowiony Dniem Chwały Oręża Polskiego.


ADAM PAWEŁCZYŃSKI