Sąd Lustracyjny o Leszku Moczulskim:

Donosił na dziennikarzy i generała Abrahama


W latach 1969-77 Leszek Moczulski był agentem SB - orzekł sąd lustracyjny. Od 1969 r. trwała "metodyczna współpraca" Moczulskiego z SB. Według sądu, Moczulski jako tajny współpracownik "Lech" informował SB m.in. o kolegach z tygodnika "Stolica", a także o przedwojennym generale Romanie Abrahamie. Moczulski otrzymywał wynagrodzenie za przekazywane informacje, raz dostał 1000 zł.

Sędzia Małgorzata Mojkowska w ustnym uzasadnieniu wyroku stwierdziła: Nie ma na to wprawdzie jednoznacznych dowodów, ale uznajemy, że po 4 kwietnia 1977 r. lustrowany przestał być TW „Lech” i przeszedł zdecydowanie do opozycji.

Sędzia podkreślił, że „wszystkie akta tworzą logiczną całość". Sąd odrzucił tezę Moczulskiego, że jego akta SB sfałszowało w 1984 r. by go skompromitować.

Po ogłoszeniu wyroku Leszek Moczulski powiedział, że wierzy w swoje uniewinnienie. Zapewnił także, że na nikogo nie donosił. Zapowiedział złożenie apelacji do sądu II instancji.

Akta sprawy liczą kilka tysięcy stron. Zachowały się teczka personalna oraz teczka pracy Leszka Moczulskiego. Działalność TW „Lech” obejmuje lata 1969-77.

Według tych dokumentów Moczulski otrzymał od bezpieki liczne prezenty i wynagrodzenia, i tak:

- 29 listopada 1969 r. – dostał paczkę konsumpcyjną,

- 5 czerwca 1970 r. – zapalniczkę,

- w grudniu 1970 r. - paczkę z brandy o wartości 500 zł,

- w grudniu 1975 r. – gotówkę,

- 17 stycznia 1977 r. – zapalniczkę,

- 21 lutego 1977 r. - koniak,

- papierosy o wartości 1350 zł,

- 21 marca 1977 r. - radioodbiornik Meridan z odtwarzaczem o wartości 3.314 zł.


...informacji udziela chętnie, wiedząc, że udziela je SB


SB zainteresowała się Moczulskim już w 1957 r. po jego artykule „Zagadka cichej uliczki” o zabójstwie Bohdana Piaseckiego, syna szefa PAX-u.

W 1966 r. do Leszka Moczulskiego zgłosił się ppłk Zakrzewski, który przedstawił się jako Zalewski. Moczulski opracował charakterystyki osób, z którymi się stykał. Został zarejestrowany jako Kontakt Obywatelski.

Trzy lata później osobą Moczulskiego zainteresował się por. Marian Kijowski z III wydziału Komendy Stołecznej MO. Od 1962 r. przez wydział III był rozpracowywany działacz narodowy Marian Barański. Wydział III otrzymał bowiem informację agenturalną od TW „Warszawiaka”, że Barański utrzymywał luźne kontakty z Moczulskim. Porucznik Kijowski rozpoczął przygotowywać plan pozyskania Moczulskiego na Tajnego Współpracownika, uzyskał akceptację przełożonych.

15 lipca 1969 r. Kijowski skierował wniosek „o zezwolenie na opracowanie w charakterze TW obywatela Moczulskiego Leszka Roberta”. Przełożeni zatwierdzili wniosek i dwa dni później Kijowski skierował wniosek o opracowanie kandydata na TW.

Na przełomie lipca i sierpnia 1969 r. funkcjonariusz z III wydziału Antczak skontaktował się z Moczulskim pod pretekstem narady dziennikarzy w Kazimierzu. W notatce esbek zanotował, że Moczulski „w rozmowie informacji udziela chętnie, wiedząc, że udziela je SB".

8 sierpnia 1969 r. Kijowski zwrócił o zarejestrowanie Moczulskiego jako TW-k pod numerem 4750. Pod koniec sierpnia 1969 r. doszło do osobistego spotkania Kijowskiego z Moczulskim, wtedy została złożona propozycja spotkania się z oficerem SB w kawiarni "Stolica".

Kilka dni później esbek zanotował w teczce personalnej, że Moczulski wyraził zgodę na współpracę bez stwarzania jakichkolwiek warunków: Pozyskany TW wyraża chęć przejawiania własnej inicjatywy w zdobywaniu informacji potrzebnych organom SB.

Moczulski zaznaczył, że nie chce pisać, może to robić później jak zajdzie potrzeba.

Wkrótce okazało się, że Moczulski, że nie zna Barańskiego. Później SB ustaliła, że Barański był w "Stolicy" tylko raz i przedstawił się jako „Adam”.


Donosy na kolegów z redakcji


Jesienią 1969 r. SB uzyskała informację od TW „Kleszewskiego”, że w czasie zjazdu ZBOWiD-u Moczulski negatywnie wypowiadał się o Mieczysławie Moczarze. Po jakimś czasie ustalono, że była to inna osoba. Ustalono, że zachowywał się lojalnie, odstąpiono od uzyskania zobowiązania do współpracy. Został przeszkolony w zakresie logistyki SB, zasad konspiracji. Z funkcjonariuszem SB spotykał się w kawiarni, później w Lokalu Konspiracyjnym kryptonim Centrum (LK "C")

W latach 70-tych Moczulski udzielał informacji na kolegów z tygodnika „Stolicy” np. Leszka Wysznackiego, Władysława Bartoszewskiego i Marka Sadzewicza.

Do listopada 1973 r. odbyły 63 spotkania, zachowała się pełna dokumentacja. Ze wszystkich rozmów z Marianem Barańskim przekazywał informacje, nawet, kiedy byli tylko we dwóch, bez innych osób.

W 1973 r. Kijowski przeszedł do centrali MSW. Moczulskiego przejął sierżant Franciszek Matulewicz. W okresie listopad 1973 – marzec 1976 odbył z nim 15 spotkań.


Skierowany przeciwko generałowi Abrahamowi


Wczesną jesienią 1975 r. Matulewicz otrzymał zadanie rozpracowania przedwojennego generała Romana Abrahama (Sprawa Operacyjnego Rozpracowania "Dziadek") i jego związków z Prymasem Stefanem Wyszyńskim i Kościołem. Do generała skierował Moczulskiego, redaktora działu historycznego "Stolicy".

W grudniu 1975 r. pojawiły się pierwsze donosy na generała od „Lecha”, muszą być bardzo ważne, bo agent otrzymał bardzo wysokie wynagrodzenie 1 tysiąc złotych.

W lutym 1976 r. Moczulski był na urodzinach generała, tam poznał Wojciecha Ziembińskiego. W kwietniu 1976 r. udał się na imieniny Ziembińskiego, gdzie osobiście poznał innych opozycjonistów np. Jacka Kuronia.

W marcu 1976 r. „Lecha” przejmuje podporucznik Grzegorz Owczarek. Do listopada 1976 r. odbyło się 9 spotkań w kawiarniach i LK.

We wrześniu 1976 r. wydział III Komendy Stołecznej MO dostaje pismo z wydziału III z Krakowa z informacją, że TW "Marcin" spotyka się z Moczulskim, Andrzejem Szomańskim, Romualdem Szeremietiewem. Esbecy byli zaskoczeni, ponieważ nie dawali „Lechowi” takich zadań. Zaczynają podejrzewać, że nie jest szczery. Tymczasem on sam unika kontaktu z SB, mówi, że jest chory. Funkcjonariusze SB są zaniepokojeni, obawiają się, że agent chce się „urwać”. Sprawę przejmuje podpułkownik Andrzej Maj, naczelnik III wydziału KS MO.


W sojuszu z ZSRR


17 grudnia 1976 r. Moczulski został oficjalnie wezwany na rozmowę do Pałacu Mostowskich. Przesłuchują go: ppłk Maj, kapitan Ślubowski, płk Kasperski, zastępca Komendanta Stołecznego ds. SB. Przesłuchanie trwa 13 godzin.

Moczulski przyznał, że jest w „zakazanej grupie nacjonalistycznej”, która ideowo mieści się pomiędzy grupami „klerykalną”, a „kuroniową”. Tłumaczył, że działalność jest głęboko patriotyczna i narodowa, zdaje sobie on sprawę z konieczności sojuszu z ZSRR. Grupa ta nie ma zamiaru podejmować walki z realiami ustroju socjalistycznego i stoi na jego gruncie. Wrogiem jest grupa kuroniowska, jako żydowsko-syjonistyczna i jako taka zasługuje na potępienie i podjęcie walki. KOR jest kierowany przez głęboko zakonspirowany ośrodek w kraju i dziwi się, że mogą funkcjonować. Niektórym organom władzy działalność tej grupy jest bardzo na rękę. Miał zadeklarować, że chce walczyć z KOR. Natomiast nie powiedział, że zrywa współpracę. Podjęto wtedy decyzję, że „Lech” ma nadal pracować, odpowiedzialny będzie ppłk Maj.

27 grudnia 1976 r. dochodzi do następnego spotkania. Moczulski przekazuje swój „Memoriał” do władz PRL.


Donos „Lecha” na Moczulskiego


Również w następnych tygodniach dochodzi do rozmów z SB, spotykają się w każdy poniedziałek tj. 3, 10, 17, 24, 31 stycznia 1977 r. itd., aż do początku marca. W tym czasie przekazuje informacje o inicjatywie założenia ROPCiO.

10 lutego 1977 r. SB zakłada na Moczulskiego Sprawę Operacyjnego Rozpracowania „Oszust”, w ten sposób Moczulski stał się osobą inwigilowaną i rozpracowywaną przez komunistyczną bezpiekę, stał się ofiarą jej działań. Powoli wyrasta na czołowego opozycjonistę niepodległościowego. Być może bezpieka chciała zamaskować swojego człowieka, aby stał się niewidzialny dla innych funkcjonariuszy. 21 marca 1977 r. odbyło się kolejne, chyba ostatnie spotkanie „Lecha” z Majem.

Pięć dni później powstaje ROPCiO, bezpieka śledzi już Moczulskiego w ramach SOR „Oszust”.

28 marca 1977 r. „Lech” donosi, że już założył ROPCiO. Następne spotkanie miało odbyć się 4 kwietnia 1977 r. W teczce pracy zachowało się pismo naczelnika wydziału III ppłk Szczerbińskiego do Maja z 1 kwietnia 1977 r.: Przesyłam ramowe wytyczne dotyczące TW "Lecha" z prośbą o ich realizację w czasie spotkania z w. w. w dniu 4 IV. Wytyczne zostały zaakceptowane przez kierownictwo Departamentu III MSW.

Jednak teczka agenta „Lecha” kończy się w kwietniu 1977 r. W latach 1977-84 bezpieka prowadziła przeciwko Moczulskiemu SOR „Oszust”. Pikanterii dodaje fakt, że SOR przeciwko Moczulskiemu założył ten sam wydział, który go werbował. W ten sposób przez kilka dni esbecy spotykają się z nim, jako agentem i jednocześnie ukierunkowują agenturę przeciwko niemu. W tym kontekście jeszcze raz warto zwrócić uwagę na orzeczenie sądu, który wprawdzie uznał, że nie ma jednoznacznych dowodów, ale dodał, że po 4 kwietnia 1977 r. Moczulski zerwał współpracę i przeszedł do opozycji.


PIOTR BĄCZEK




Z meldunków Służby Bezpieczeństwa



18 XII 1976

tajne spec. znaczenia


Zgodnie z decyzją pułkownika w dniu 17 bm przeprowadzono rozmowę z tw Lech - w stosunku do którego na podstawie informacji W. III Dep. III MSW zaistniały podejrzenia zajmowania w toku współpracy dwulicowej postawy i nie informowania SB o znanych mu faktach odnośnie działalności antypaństwowej osób z nim związanych.

W rozmowie tw ps. Lech stwierdził, że w toku dotychczasowej współpracy przekazywał SB tylko takie informacje, które uznał sam za stosowne. Taka też rzekomo była umowa z pracownikiem, który dokonał jego pozyskania. Stąd też nie mówił w przeszłości jak i teraz o wszystkich swoich kontaktach i ich działalności. (…)

Jeżeli chodzi o osobę Kuronia to przeprowadził z nim parogodzinną rozmowę w czasie której stwierdził, że jest to gracz polityczny dużej klasy wykorzystywany przez syjonistów, z czego nie zawsze zdaje on sam sobie sprawę. (...)

Zdaniem "Lecha" reprezentowana przez niego grupa jest skłonna "podjąć walkę z Kuroniem"

W. Ziembiński - jako osobnik nieodpowiedzialnego skłonnego do megalomanii (...) przerzucającego się do różnych inicjatyw i dającego się wykorzystać przez każdego, kto nad nim góruje inteligencją bądź potrafi mu zaimponować" grupa narodowa stoi na stanowisku ateistycznym są realistami nie mogą nie docenić roli Kościoła

"Lech" zgodził się z uwagą, że działalność grupy narodowej może w określonej sytuacji stanowić poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa w sytuacji gdyby ktoś usiłował podjąć działalność stojącą na pograniczu przestępstwa i legalności. Dotychczas jednak nic takiego nie stwierdził. (…)

Na zakończenie rozmowy "Lech wyraził chęć spotkania się ze mną 23 bm. o godz. 12.00 i przygotowania do tego czasu opracowania dotyczącego jego poglądów politycznych i ewentualnie działalności w grupie narodowej. Uzyskany w ten sposób materiał ma stanowić podstawę dalszych z nim kontaktów.


Wnioski:

- w toku dotychczasowej współpracy okazał się nieszczery i dwulicowy

- "Lech" obok współpracy podjął negatywną działalność w nieznanej nam grupie, którą określa jako "narodową" i musi odgrywać w niej jedną z czołowych ról - jest prawdopodobnie odpowiedzialny za "pion polityczny"

- jeśli tw dostarczy na spotkanie wartościowy materiał operacyjny można z nim nadal kontynuować współpracę przy jednoczesnej pełnej kontroli, w przeciwnym przypadku trzeba go poddać aktywnemu rozpracowaniu.


naczelnik Wydz. III

ppłk Andrzej Maj


***


10 I 1977

tajne spec. znaczenia


Notatka służbowa

rozmowa w MK Centrum 11.10-14.00:

Sprowadzała się w zasadzie do monologu wygłaszanego przez tw ps. Lech. W swej wypowiedzi przekazał następujące informacje:

1) kampania prasowa przeciwko KOR. Prowadzona jest bardzo niezręcznie. Widać, że władza nie posiada żadnej koncepcji tej kampanii, a ukazujące się artykuły np. Misiornego o Michniku, Osmańczyka i Rolińskiego obiektywnie prowadzą do autoreklamy KOR-u. (...)

Autoreklamie KOR-u służy także serwis informacyjny zamieszczany w naszej prasie codziennej, bo jak inaczej odczytać zamieszczoną w "Życiu Warszawy" informację o sprawozdaniu Prokuratora Generalnego na komisji sejmowej, gdy mówi o wydarzeniach w Radomiu i Ursusie. Ludzie w naszym kraju nauczyli się czytać między wierszami i to w zupełności wystarczy, aby w ich przekonaniu powstała pewność, że jednak w tym Radomiu były przypadki łamania praworządności, a o to przecież chodzi KOR.

Kampania prasowa przeciw KOR-owi powinna być wymierzona przede wszystkim w stosunku do Kuronia, Lipskiego i kilku innych jego członków. Powinno w niej się pokazywać tych ludzi z imienia i nazwiska jako pasożytów, nigdzie nie pracujących, posiadających podejrzane związki z zachodnimi ośrodkami dywersji. To powinno dominować w całości tej propagandy, trzeba też w niej wykorzystywać wszystkie fałszywe oskarżenia podejmowane przez KOR i w sposób umiejętny podnosić sprawę pieniędzy.


Maj