W łonie PiS-u trwa zacięta walka o kierunek polityki polskiej

Dywersja czy głupota?


Wypowiedzi ministra Radka Sikorskiego wskazujące na zasadnicze znaczenie antypolskiego porozumienia rosyjsko-niemieckiego oddają istotę rzeczy. Na naszych oczach rozgrywa się kolejna odsłona polskiego dramatu: kraju wciąż zagrożonego zniszczeniem na skutek wrogiego porozumienia sąsiadów. I to z tej właśnie perspektywy trzeba rozpatrywać kwestię rosyjsko-niemieckiego kontraktu na budowę rurociągu gazowego idącego pod dnem Bałtyku. Tymczasem w tej kwestii inną opcję zajął Premier, a inną Prezydent.


Z tego też punktu widzenia trzeba spojrzeć na wydarzenia, jakie ostatnio miały w tej sprawie miejsce wewnątrz polskich elit władzy.


Ropa w miejsce czołgów


Polska znalazła się w rywalizującym i konkurencyjnym otoczeniu międzynarodowym. Rosja odtwarzając swą globalną pozycję starała się utrzymać swe wpływy i powiązania gospodarcze, polityczne i wojskowe. Mając dawne grupy wpływu Rosja przystąpiła do realizacji systemu kooperacyjnego na terenach byłego ZSRS i bloku komunistycznego. W technicznym rozwoju cywilizacji Zachód przeszedł z energii wytworzonej na bazie węgla, do energii pochodzącej z ropy naftowej i gazu ziemnego. W efekcie, przy stale rosnących potrzebach, Zachód popadł w spiralę zależności od dostawców. Stratedzy rosyjscy uznali, że rola ważnego czy monopolizującego dostawcy (w stosunku do krajów Europy środkowo-wschodniej, byłych członków ZSRS czy RWPG w granicach od 60 do 95%) pozwoli Rosji wywierać wpływ nie tylko ekonomiczny, ale i polityczny. Nie mówiąc, że Europa była wypłacalnym klientem, płacącym gotówką, akceptującym stałe podwyżki, które często prowokowano,, oskarżając kraje tranzytowe, że nie chcą akceptować nowych cen. Dzięki temu Rosja nie tylko systematycznie spłacała długi zagraniczne, ale posiadała środki na produkcję nowych rodzajów broni, na kontynuowanie populistycznej polityki socjalnej oraz posiadanie rezerw. W ciągu ostatnich lat gigant rosyjski “Gazprom” stał się czołową światową spółką. Polityka energetyczna stała się więc ważnym czynnikiem polityki zagranicznej. Stąd Rosja podjęła działania w celu zdobycia monopolizacji systemu sieci przesyłu (dlatego Rosja nie podpisała Europejskiej Karty Energetycznej, która przewiduje wolny dostęp innym krajom do sieci przesyłowej) na obszarze byłego ZSRS i RWPG. Na początku roku Rosja zachodnim partnerom postawiła dodatkowy warunek: udział nie tylko w sieci przesyłowej, ale w sprzedaży detalicznej.


W sieci Gazpromu


Rosja chcąc uniezależnić się od krajów tranzytowych podjęła szereg inwestycji: na południu Morzem Czarnym budując gazociąg do Turcji oraz na północy port “Primorsk” w Zatoce Fińskiej dla statków kontenerowych na ropę. W związku z zacieśnieniem współpracy Rosji i Niemiec jako strategicznych partnerów “Gazprom” za przekazanie firmom niemieckim akcji i dostępu do złóż, zdecydował o budowie wspólnego gazociągu Morzem Bałtyckim. Wyniki sondaży przedwyborczych w Niemczech wskazywały na klęskę SPD i kanclerza Schroedera. W tej sytuacji w końcowej fazie kampanii prezydent Rosji Putin przyjechał do Niemiec i podpisał deklarację z kanclerzem o budowie gazociągu. Podpisanie umowy przez firmy rosyjsko-niemieckie i udzielony kredyt bankowy bardzo podniosły notowania Schroedera. Osiągnięto też drugi cel, że następny rząd zostanie postawiony przez faktem dokonanym. Wielkość inwestycji i uprzywilejowana rola firm niemieckich dawały atut polityczny. W efekcie SPD nadrobiła straty i przy pacie wyborczym podjęto rozmowy o wielkiej koalicji z zadaniem kontynuowania inwestycji. Przyśpieszenie zawarcia umowy o inwestycji odbyło się z naruszeniem międzynarodowego prawa morskiego. Morze Bałtyckie jest wąskie i nie ma neutralnych wód terytorialnych. Z kolei strefy ekonomiczne Polski i Szwecji oraz Łotwy i Finlandii nakładały się. Prawo morskie zobowiązuje inwestorów do podjęcia rozmów i uzyskania zgody państw, przez które będzie przebiegał gazociąg. Rada Państw Morza Bałtyckiego bardzo ostro postawiła sprawę ekologii morza, w którym znajdują się pozostałości po sprzęcie i bombach z II wojny światowej. Wiadomość o podjęciu budowy gazociągu dnem Morza Bałtyckiego, bez konsultacji i uzgodnień międzynarodowych, wywołała ostrą reakcję krajów skandynawskich oraz krajów nadbałtyckich. Polska jako jedno z najbardziej zainteresowanych państw również krytycznie wypowiedziała się o planowanej inwestycji niemiecko-rosyjskiej. Specyfika Polski polegała na tym, że nowy premier Marcinkiewicz prowadził złożone rozmowy z UE w sprawie dopłat, w których ważną rolę grały Niemcy. W tej sytuacji Rosja przystąpiła do pacyfikowania niezadowolonych. Szwedzi i Finowie otrzymali propozycję podłączenia się, a także wykonania badań Morza Bałtyckiego. Na Estonię i Łotwę wpływ zaczęły wywierać Niemcy, mające swe interesy w tych krajach. Niepokornymi krajami pozostały Litwa i Polska. W tym okresie w ramach akcji obniżających wartość sprzeciwu ze strony tych państw, żonie premiera Litwy wyciągnięto sprawę zakupu hotelu, a po ostatniej międzynarodowej konferencji, podczas której skrytykowano politykę energetyczną Rosji, Gazprom zapowiedział – w ramach restrykcji i reperkusji – znaczne podwyżki gazu.


Jak spacyfikować Polskę


Rosjanie chcąc zneutralizować Polskę, która ma ważne argumenty prawne i ekologiczne w sprawie nie budowania gazociągu dnem Morza Bałtyckiego, wysunęli dwie propozycje. Prezydent Putin odnosząc się do Polski powiedział, że Rosjanie i Polacy należą do rodziny słowiańskiej i powinni blisko współpracować (w tym wypadku chodziło o to, żeby Polska zgodziła się na budowę gazociągu). Po drugie, 4 grudnia 2005 r. rosyjski minister spraw zagranicznych Ławrow po spotkaniu z szefem niemieckiego MSZ powiedział, że “Rosja z radością powita przyłączenie się do budowy gazociągu północnego inwestorów z Polski i innych krajów”. Polska przyłączając się do inwestorów pozbyłaby się argumentów wyżej wspomnianych. Nie tylko bez konsultacji zgodziłaby się na przebieg gazociągu przez polską strefę ekonomiczną, poniosłaby koszty oczyszczenia morza z odpadów wojennych, a także musiałaby ponieść zawyżone koszta budowy (w Rosji każda budowa kończy się aneksem o dodatkowych kosztach). Oczywiście minister nie wspomniał, na jakich zasadach miałaby przyłączyć się Polska i inne kraje. Akcjonariuszami spółki North European Gas Pipeline Company w 51% jest Gazprom a pozostałe 49% mają niemieckie koncerny E.ON – 24,5% oraz BASF – 24,5%. Nowe kraje mogłyby wchodzić na zasadzie odstąpienia akcji przez niemieckie firmy, a nie Gazpromu. Przyłączenie się Polski miało też ten aspekt, że Polska definitywnie rezygnowałaby z budowy drugiej nitki gazociągu jamalskiego, wynikającej z niezrealizowanej umowy polsko-rosyjskiej z 1993 r. (miano zbudować sieć gazociągów dostarczających 67 mld m3 gazu dla zachodniej Europy, a pierwsza nitka miała przepustowość około 30 mld m3). Nie zbudowanie drugiej nitki oznaczałoby straty Polski za tranzyt 47 mln m3 oraz miejsc pracy przy obsłudze gazociągu. Polska odpowiedziała na rosyjską propozycję negatywnie, a nie chcąc drażnić Rosji przemilczała sprawę budowy II nitki gazociągu jamalskiego. Przy czym podczas spotkań przedstawicieli nowego rządu niemieckiego z rosyjskimi partnerami sugerowano, że ktoś ważny z byłego rządu Belki zrezygnował z budowy II nitki. Kiedy wskazano im, że o II nitce mówił minister Hausner w grudniu 2004 r., a minister Piechota na przełomie lipca-sierpnia 2005 r., wtedy Niemcy powołali się na doradcę Premiera Marcinkiewicza, który miał potwierdzić tę rezygnację. Nawet gdyby miało to miejsce, byłoby sprzeczne z polskimi zasadami prawno-proceduralnymi o trybie zmiany umów międzynarodowych. Po wizycie kanclerz Merkel w Warszawie, powołano grupę polsko-niemiecką ds. energetyki, ale jej obrady utajniono.


Kto za tym stoi?


W Kancelarii Premiera Marcinkiewicza wyjątkowo silną pozycję zajmował jego doradca Ryszard Schnepf, pełniący funkcję sekretarza stanu ds. międzynarodowych i mający zasadniczy wpływ na obsadę tej części Kancelarii, która jest odpowiedzialna za politykę zagraniczną. M. in. nominatami Schnepfa są dyrektor i zastępca dyrektora departamentu polityki międzynarodowej. Jego związki z Premierem datują się jeszcze z czasów rządu Jerzego Buzka i po dziś dzień Premier publicznie podkreśla, że łączy ich osobista przyjaźń. Schnepf był w przeszłości ambasadorem w Urugwaju i Kostaryce oraz radcą w ambasadzie w Hiszpanii. Jako ambasador zasłynął walką z Janem Kobylańskim znanym przywódcą Polonii w Ameryce Południowej. Mniej wiadomo o jego wiedzy i doświadczeniu w kontekście polskiej polityki w UE, NATO, z Rosją czy na Bliskim i Dalekim Wschodzie. Premiera zapewniał, że ma dobre stosunku ze Stefanem Mellerem, co gwarantuje bezkonfliktowość na linii Kancelaria MSZ. Było to zapewne szczególnie istotne dla Premiera w sytuacji, gdy ministrem spraw zagranicznych był polityk Unii Wolności, ściśle związany z lewicą laicką, a istotną rolę w MSZ odgrywał inny znany przywódca tej formacji Henryk Szlajfer. Nie bez znaczenia jest fakt, że żona Sznepfa, Dorota Wysocka, była znaną prezenterką “Wiadomości” w TVP 1. Skuteczność tych związków została publicznie udowodniona w 2005 r., gdy Sznepf wraz z Jarosławem Gugałą rozpętali nagonkę na Jana Kobylańskiego, a telewizyjne ‘Wiadomości’ odegrały w tym istotną rolę. Schnepfowi zarzucano koniunkturalizm, lawirowanie między rządami prawicy i lewicy. Jego ambicją było objęcie stanowiska ambasadora RP w Hiszpanii. Jego prawa ręka wicedyrektor Marek Całka, mimo, że ambasador w Budapeszcie i Moskwie krytycznie ocenił jego pracę, uznał się za jedynego specjalistę od spraw energetycznych. Panowie Schnepf i Całka rozpoczęli od krytyki kierownictwa Ministerstwa Gospodarki, żeby tematykę gazową zmonopolizować. Nie dopuszczono do konferencji krajów Europy środkowo-wschodniej i krajów skandynawskich w sprawie ustalenia wspólnej polityki energetycznej w stosunku do Rosji, tak jak UE nie ma takiej polityki. Nie przekazano Kanclerz Niemiec i pozostałym krajom UE treści umowy polsko-rosyjskiej z 1993 r. o budowie sieci gazociągów. Polskie projekty unijne sprowadzono do solidarności i ‘paktu trzech muszkieterów’, chociaż można było wysunąć europejskie projekty o budowie magazynów w Polsce na 30 mld m3 gazu. Nie podjęto też uzgodnień traktatowo-prawnych i włączenia się w produkcję alternatywnych źródeł energii. Powtarzano argument SLD i “Trybuny”, że budowa gazociągu z Norwegii jest fantazją. Stworzono atmosferę, że ze względu na bezpieczeństwo zaopatrzenia w gaz Polska powinna włączyć się do budowy gazociągu dnem Morza Bałtyckiego. Powstała sytuacja, jak bywa na dworach, że doradcy skutecznie torpedowali i blokowali wszelkie inicjatywy, bo Premier im bezgranicznie ufał.


Wielka gra: kulisy prowokacji


Wydarzenia nabrały przyśpieszenie na początku maja, kiedy na Forum USA-Europa w Brukseli minister Radek Sikorski porównał umowę rosyjsko-niemiecką do paktu Ribbentrop-Mołotow. Również na konferencji wileńskiej wiceprezydent USA i uczestnicy ostro skrytykowali politykę Rosji. W międzyczasie kanclerz Niemiec, bez przesiadki w Warszawie, pojechała na spotkanie z prezydentem Putinem. Ustalono tam zasady współpracy w energetyce i przemyśle zbrojeniowym. W związku z tym, że Polska pełni ważną rolę w UE i NATO przystąpiono do realizacji prowokacji. Skompromitowanie Polski sankcjonowałoby umowę rosyjsko-niemiecką, jako europejską, na którą Polska i inne kraje wyrażą zgodę. W całą operację zaangażowana była redakcja “Rzeczpospolitej”, redakcja “Sueddeutsche Zeitung” oraz minister Ryszard Schnepf. Polityczne konsekwencje miała ponieść Polska. W Berlinie odbywała się konferencja “Europa Forum”. W jej trakcie zaplanowano spotkanie premiera Marcinkiewicza z kanclerz Merkel. W dniu spotkania, 9 maja, w “Rzeczpospolitej” ukazał się artykuł pt. “Propozycja dla Niemiec i Europy <<Budujmy gazociąg razem>>”. Autor Jędrzej Bielecki informował, że premier Marcinkiewicz zaproponuje kanclerz Merkel finansowanie projektu przez całą UE (w końcu kwietnia Komisja Europejska zarzuciła Niemcom, że rząd poręczał inwestycję prywatnych firm). Gazeta chwaliła, że polska inicjatywa zostanie dobrze przyjęta przez partnerów z Zachodu. Wstępne reakcje Brytyjczyków, Francuzów i Komisji Europejskiej są zachęcające. W tej sprawie telefonicznie rozmawiał polski premier. Redakcja wskazała, że taką informację podał minister Schnepf. Redakcja podkreślała, że przy groźbie Gazpromu, że skieruje gaz do Chin i Japonii i negatywnym stosunku Komisji Europejskiej do udzielania kredytu na budowę Europejskiemu Bankowi Inwestycyjnemu, szef polskiego rządu znalazł rozwiązanie. Podzielając pogląd jego doradców, że nie jest możliwe przekonanie Niemców i Rosjan do rezygnacji z inwestycji, premier wystąpił z inicjatywą, żeby to była inwestycja finansowana przez całą UE, a przynajmniej przez kilka krajów członkowskich, w tym Polskę. Schnepf wyjaśniał dalej, że w ten sposób mielibyśmy przedstawiciela w radzie nadzorczej spółki eksploatującej gazociąg i zachowalibyśmy kontrolę nad jej użytkowaniem (Schnepf jako główna postać tej operacji udaje, że nie wie o tym, iż pakiet kontrolny wynosi co najmniej 25% akcji). Redakcja dodawała, że inicjatywa szefa rządu miała dodatkowy walor. Po utworzeniu koalicji z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin poprzez tę inicjatywę tworzono klimat uspokojenia obaw naszych europejskich partnerów, co do dalszej polityki integracyjnej.


Opcja Premiera


Rzeczpospolita” w formie pouczania wskazywała, że wobec szeregu nabrzmiałych kwestii konfliktowych (Centrum przeciwko Wypędzonym, gazociąg północny, dostęp firm polskich na rynek niemiecki, oburzenie rządu niemieckiego na wypowiedzi ministra Sikorskiego) kiedy w Niemczech pisze się wyjątkowo źle o Polsce i przeważa przekonanie, że nie ma z kim rozmawiać, to premier Marcinkiewicz ma przedstawić propozycję kompromisowego rozwiązania problemów polsko-niemieckich. “Rzeczpospolita” z 10 maja pisała, że Niemcy i Polska zbliżyły stanowiska, opowiadając się za europejską koncepcją bezpieczeństwa energetycznego. Premier z kanclerz mówili jednym głosem o energetyce. W tekście redakcja poinformowała, że premier zdementował informacje “jednej z gazet”. Redakcja napisała, że wczoraj poinformowała, powołując się na doradcę premiera – Schnepfa, że gazociąg stanie się inwestycją europejską, nad którym Polska zachowa kontrolę, a Marcinkiewicz mimo dementi opowiedział się za wspólną polityką energetyczną. W komentarzu redakcyjnym Jerzy Haszczyński pisał, że chociaż szefowie rządu Polski i Niemiec nie mówili wprost, to gazociąg stał się sprawą najważniejszą. Polska nie może stać z założonymi rękami, chociaż Niemcy zapomniały o europejskiej solidarności w polityce energetycznej. Springerowski “Dziennik” pisał tego dnia, że “Polska ma dobry pomysł w sprawie gazociągu”. Zamieszczono też krótki komentarz Hansa Dietricha Genschera, byłego ministra spraw zagranicznych Niemiec, że gazociąg nie zaszkodzi. Gudzowaty, biznesmen współpracujący z Rosją, uspokajał Polaków i pisał “Po co ta awantura”, gdyż Rosjanie nie zbudują rurociągu bałtyckiego. Dobór komentatorów był charakterystyczny: Genscher to polityk jeszcze w latach 80-tych zaangażowany w wspieranie rosyjskich planów energetycznych, również związki Gudzowatego są powszechnie znane. “Gazeta Wyborcza” w jednym artykule “Gdzie jest w Europie polska Solidarność” przytoczyła negatywne opinie niemieckich polityków i dziennikarzy o Polsce, ale w drugim, Andrzeja Kublika, jednego z lepszych znawców polityki energetycznej, w samym tytule zawarła ocenę “Polska miałaby finansować bałtycki gazociąg? To skandal”. Tymczasem “Rzeczpospolita” napisała 11 maja wprost, że Marcinkiewicz zaproponował Merkel udział Polski w budowie gazociągu. Redakcja jako rozgrywająca całą sprawę, chcąc zmusić Polskę do przyjęcia niemieckiej optyki powołała się na trzeciego aktora prowokacji – redakcję “Sueddeutsche Zeitung”. Zamieszczając zdjęcie z tej gazety “Rzeczpospolita” pisała, że niemiecka gazeta ujawniła, że “Polska chce uczestniczyć w budowie gazociągu nad Bałtykiem” i premier zrezygnował z “zaciętego oporu”. Redakcja od siebie dodawała, że według rozmówców premier w wąskim gronie zapewnił, że nie będzie sprzeciwiał się inwestycji, pod warunkiem dopuszczenia przedstawiciela Polski do rady zarządzającej. W czwartym operacji “Rzeczpospolita” z 12 maja zamieściła komentarz Pawła Moskalewicza “Nasz interes pod Bałtykiem”, w którym autor twierdzi, że zgłoszony przez premiera projekt naszego udziału w podbałtyckiej rurze, chociaż został przez niego samego zdementowany, stworzył możliwość zażegnania konfliktu i uzyskania minimalnego wpływu na rosyjską politykę eksportową. W tym samym numerze premier Marcinkiewicz ogłosił oświadczenie, że Polska nie zgadza się na budowę gazociągu północnego.


Zawieszenie broni


W komentarzu “Nasz Dziennik” z 12 maja pisał, że: „wszystko wskazuje na to, że wokół gazociągu toczy się międzynarodowa rozgrywka”. “Rzeczpospolita” przy pomocy doradcy Schnepfa oraz przy pomocy gazet niemieckich i rosyjskich (“Kommiersant”) wprowadzili w pułapkę premiera i polski rząd. Redakcja “Rzeczpospolitej” nie zareagowała na słowa premiera, że jej informacje są nieprawdziwe. “Dziennik” (wspierając Rzeczpospolitą) napisał, że Schnepf będzie zdymisjonowany za międzynarodową gafę. “Rzeczpospolita” w odpowiedzi zacytowała za PAP wypowiedź premiera, że Schnepf jest jego bardzo ważnym współpracownikiem w Kancelarii, i nie przewiduje jego dymisji. Ostatecznie Schnepf sam się podał do dymisji, powracając po urlopie do MSZ (w okresie pracy w Kancelarii Premiera był na urlopie). Tak więc główny aktor operacji nie został definitywnie odsunięty od polityki zagranicznej, co świadczy najlepiej, że plany, jakie realizował, wciąż mogą zostać wznowione. Anatomia prowokacji wskazuje, że przy pomocy ważnego współpracownika Premiera rozegrano prowokację. Jej celem było zmuszenie Polski do przyjęcia warunków niemiecko-rosyjskich w sprawie uczestnictwa w budowie gazociągu, odstąpienie od słusznych protestów, dobrowolne zrzeczenie się budowy II nitki gazociągu jamalskiego i utraty wpływów z tranzytu. Polska poniosła straty w swoim prestiżu, a premier, żeby zachować swój autorytet i stanowisko, musiał napisać oświadczenie. Ponadto cała prowokacja była jednocześnie sondażem, którzy polscy politycy optują za włączeniem się Polski do budowy gazociągu północnego, pozwalając prowokatorom na ulokowanie swojego poparcia medialnego i finansowego dla tych polityków. Dla oceny tych wydarzeń niesłychanie ważne jest to, że publicznie wsparli te koncepcję ważni politycy Prawa i Sprawiedliwości odpowiedzialni za problematykę gospodarczą i politykę zagraniczną: Artur Zawisza i Paweł Zalewski. Prawdziwym jednak inspiratorem byli oczywiście politycy związani z Unią Wolności i Platformą Obywatelską. Można wręcz zastanawiać się, czy podczas jesiennych spotkań przywódców PO z Angelą Merkel nie podjęto zobowiązań co do takiego właśnie rozwiązania konfliktu, jakie teraz przygotowywał Gabinet Premiera? W każdym razie Jan Rokita nie pozostawił cienia wątpliwości: Platforma chce kapitulacji Polski wobec presji rosyjsko-niemieckiej i w pełni popiera stanowisko Marcinkiewicza. Widać więc, że spór między opcją niepodległościową a gotowością przyjęcia rosyjsko-niemieckich gwarancji – trwa. I mimo rządów PiS nie został rozstrzygnięty.


Post scriptum, czyli gra toczy się dalej


Rzeczpospolita” z 15 maja wbrew oczywistym faktom kreuje b. doradcę premiera na medialnego bohatera w artykule “Doradca niczym saper” (zresztą w Wiadomościach TVP I kanału pokazano Schnepfa na spacerze z pieskiem). Redakcja zacytowała doradcę, który powiedział: “moja koncepcja strategii bezpieczeństwa energetycznego nie znalazła uznania premiera i niefortunnie została ujawniona”. Redakcja ponownie powtórzyła dawne informacje potwierdzając, że jednak premier według źródeł dyplomatycznych złożył kanclerz Merkel zapowiadaną ofertę. W sukurs “Rzeczpospolitej” pośpieszyła “Gazeta Wyborcza” w artykule “Dymisja ministra za gazociąg”. Zacytowano Schnepfa, który stwierdził, że zamysł ten był na etapie studyjnym. Obydwie gazety cytują polityków PO broniących ministra. Lider PO, Jan Rokita, kategorycznie stwierdził, że “Polska stanie całkowicie odwrócona do tej rury i gaz z Rosji będzie płynął do Niemiec bez pośrednictwa Polski”. Dodał, że zna Schnepfa i wysoko ocenia jego profesjonalizm. Redakcje też podkreśliły, że dymisja jest efektem sporu miedzy premierem a prezydentem. “Rzeczpospolita” żeby zilustrować ten spór na jednej kolumnie opublikowała obok siebie dwa tytuły: “Premier kontra PIS” i “Doradca niby saper”. Przeniesienie prowokacji na grunt wewnętrznych rozgrywek między premierem a prezydentem mieści się w strategii redakcji. Na zakończenie należy wskazać na dyletanctwo i nieodpowiedzialność doradcy Schnepfa i lidera PO Rokity. Bartłomiej Sienkiewicz, doradca PO, były wieloletni dyrektor ośrodka Studiów Wschodnich, mający solidne przygotowanie merytoryczne a nie propagandowe, we “Wprost” z 21 maja w artykule “Zawracanie rury” pisze, że Niemcy i Rosja tworzą w Europie gospodarczo-polityczny kartel. Wskazał, że gazociąg północny może nawet kosztować 36 miliardów złotych. Minister i lider PO milczą, że zgodnie z umową polsko-rosyjską pozostała do wybudowania przez terytorium Polski druga nitka gazociągu jamalskiego za około 2 miliardy dolarów, tj. 6 miliardów złotych, o przepustowości 47 miliardów metrów sześciennych w rok, a więc więcej niż gazociąg północny. Odmienne zdanie zaprezentował Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki, mający duże doświadczenie w energetyce, członek PO. Powiedział on: “w pełni zgadzam się z prezydentem Kaczyńskim i nie widzę ekonomicznego ani politycznego uzasadnienia dla udziału Polski w budowie gazociągu północnego”. Podkreślił też: “dziwi mnie poparcie Jana Rokity dla takiego planu”. Nawet Andrzej Olechowski (czyżby z obawy o stratę miejsca w Radzie Nadzorczej Orlenu?) powiedział, że strategicznie nasze zadanie to nie dopuścić do budowy gazociągu północnego. Dodał on, że Polska powinna w wypadku budowy gazociągu wystąpić do Rosji i Niemiec o odszkodowania, które rocznie mogą wynieść 10 miliardów dolarów. Można wyciągnąć logiczny wniosek, o co Niemcy i Rosja grają, chcąc wciągnąć Polskę do inwestycji. Na marginesie dodajmy, że minister Schnepf jest doświadczonym politykiem i dwukrotnym ambasadorem; z pewnością zatem nie podejmował tych działań na własną rękę. Ambasadorowie tylko wykonują instrukcje i co najwyżej wysuwają sugestie, które muszą być zaakceptowane przez centralę. Można sądzić, że minister Schnepf świadomie uczestniczy w grze, licząc na wsparcie wewnętrzne i międzynarodowe, związane z jego karierą.


Jan Wiejski