Polska i Polacy w Ameryce na celowniku “Kominternu”

Sieć “Atamana”, Katyń `43 i Kielce `46



Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia (KNAPP) powstał 20-21 czerwca 1942 roku z inicjatywy piłsudczyków. Środowisko KNAPP oskarżało rząd polski na uchodźstwie - reprezentowany przez premierów Władysława Sikorskiego i Stanisława Mikołajczyka - o spolegliwość wobec Sowietów i naiwność wobec Aliantów. Działalność KNAPP nie znalazła zrozumienia w kręgach administracji F. D. Roosevelta, ale jego największymi wrogami na terenie USA byli komuniści, mieniący się reprezentantami całej Polonii amerykańskiej.


Celem KNAPP była obrona interesów polskich, zwłaszcza idei niepodległości i integralności terytorialnej Rzeczpospolitej, oraz lobbing na rzecz dotrzymania gwarancji wynikających z Karty Atlantyckiej i układów sojuszniczych z Wielką Brytanią. Działacze Komitetu Narodowego wychodzili z założenia, że prawa Polski do niepodległego bytu są zagrożone nie tylko bezpośrednio przez okupantów – Niemcy i Związek Sowiecki, ale również pośrednio, przez nieodpowiedzialną i cyniczną grę Aliantów – Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, dla których gwarancją pokonania III Rzeszy jest utrzymanie za wszelką cenę sojuszu z Sowietami. Za inicjatorów KNAPP uznać należy m.in. płk. Wacława Jędrzejewicza, płk. Ignacego Matuszewskiego, mjr. Henryka Floyar-Rajchmana i gen. Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego, którzy zdecydowali się wyjechać z Francji do Stanów Zjednoczonych - w których upatrywali głównego sojusznika sprawy polskiej i organizatora powojennego ładu w Europie – i którzy nawiązali tu bliską współpracę ze środowiskiem polonijnych piłsudczyków.

Płk Jęrzejewicz i jego przyjaciele od początku mieli świadomość, że za brutalnymi atakami części prasy polonijnej i amerykańskiej na działalność polskich antykomunistów z KNAPP stoi agentura sowiecka. Sprzyjała temu atmosfera społeczno-polityczna w Stanach Zjednoczonych, będąca owocem żmudnej pracy sowieckiej rezydentury wywiadowczej w Ameryce, która począwszy od lat trzydziestych zdołała opanować znaczną część życia intelektualnego, kulturalnego i naukowego Ameryki, by w przededniu oraz podczas II wojny światowej uzyskać znaczące wpływy w administracji rządowej i współdecydować o kierunkach polityki amerykańskiej. (1)


Z Kozielska do Waszyngtonu


Wspominając ten okres jeden z czołowych działaczy komunistycznych w Ameryce wyzna później: “Wzrastały szybko szeregi naszych organizacji”. Jedną ze wspólnych płaszczyzn działania było Biuro Polskie przy Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii USA [KPUSA], Polsko-Amerykańska Sekcja Międzynarodowego Związku Robotniczego (powiązana bezpośrednio z KPUSA) oraz m.in. Committee for Industrial Organization, National Union of Marine Cook and Stewards i Russian War Relief - te zaś były fragmentem siatki kominternowskiej na Zachodzie, a tym samym ekspozytury wywiadu sowieckiego w Stanach Zjednoczonych, kierowanej od grudnia 1941 r. do lipca 1944 r. przez rzekomego sekretarza ambasady sowieckiej w Waszyngtonie generała-majora Wasilija Maksima Zarubina (w Ameryce występował jako “Wasilij Zubilin”).

Zarubin uchodził w NKWD za specjalistę od spraw polskich. Przekonali się o tym polscy jeńcy, z którymi konferował w Kozielsku na przełomie 1939/1940 r. Z dostępnych dziś informacji wynika, że podczas swoich pobytów w Kozielsku, przerywanych częstymi wyjazdami do Moskwy, Zarubin prowadził bardzo zręczną grę, w którą wciągał polskich jeńców. Za maską elokwentnego i oczytanego filozofa krył się bezwzględny dla swoich ofiar czekista. Efekty “badań” i opisy rozmów z polskimi oficerami przelewał w szczegółach na papier i przekazywał przełożonym. W marcu 1940 r. Zarubin wyjechał do Moskwy, gdzie omówił zapewne szczegóły masakry katyńskiej. Nagle, tuż przed likwidacją obozu pojawił się w Kozielsku po raz ostatni. Znów był rozmowny i uprzejmy dla polskich oficerów. Zarządził m. in. szczepienie przeciw tyfusowi, co miało uśpić czujność polskich więźniów i potwierdzić wersję o przeniesieniu ich w inne miejsce. Zarubin zniknął z Kozielska przed samym rozpoczęciem transportów do lasu katyńskiego.

Na terenie Stanów Zjednoczonych Zarubin niemal z marszu wszedł w środowisko działaczy KPUSA. Od początku pobytu w USA interesował się przede wszystkim stopniem zaawansowania badań amerykańskich fizyków nad powstaniem broni atomowej. Od kierownictwa amerykańskiej partii komunistycznej zażądał “dostarczenia mu listy członków i sympatyków, nadających się na agentów i zatrudnionych w instytucjach państwowych”. Przejrzał szeregi KPUSA i poznał bliżej grupę skupioną wokół Biura Polskiego przy Komitecie Centralnym KPUSA. Interesowała go szczególnie pozycja w administracji rządowej (m.in. w wywiadowczym Biurze Służb Strategicznych - Office of Strategic Services oraz w Biurze Informacji Wojennej - Office of War Information) ludzi powiązanych z ruchem komunistycznym w Ameryce.


Gebert “Ataman”


Najważniejszym kontaktem Zarubina wśród polskich komunistów (ale też rekrutujących się z pozostałych narodów słowiańskich) był niewątpliwie Bolesław “Bill” Gebert pseud. “Ataman” – niekwestionowany lider Biura Polskiego w KPUSA, którego teksty drukował jednocześnie nie tylko nowojorski “Daily Worker”, ale też moskiewska “Prawda” i “Izwiestia”. Do czerwca 1944 r. jego bezpośrednim nadzorcą był Avrom Landy pseud. “Chan”, później natomiast prowadził go niezidentyfikowany przez Amerykanów agent posługujący się pseudonimem “Selim Khan” [gdzieniegdzie w literaturze błędnie wymieniany jako “Selim Kahn” – przyp. red.].

Należący do czołówki komunistów amerykańskich Louis Budenz, który po wojnie przeszedł na pozycje antykomunistyczne i współpracował z władzami amerykańskimi w ujawnianiu działalności szpiegowskiej na rzecz Sowietów, uznał Geberta za jednego z najwartościowszych agentów sowieckich w KPUSA. “Ataman” prowadził pracę z siecią agentury komunistycznej w całych Stanach Zjednoczonych.


Salman “Arski”


Być może Gebert miał swój udział w “podsunięciu” Sowietom Artura Salmana, znanego szerzej z przyjętego podczas wojny nazwiska “Stefan Arski”, który od 1941 r. pracował w amerykańskiej wojskowej komórce propagandowej (Office of War Information). Salman-Arski współpracował również z czasopismem “Poland Fights”, które było oficjalnym periodykiem informacyjnym rządu polskiego na terenie Stanów Zjednoczonych i jako taki uzyskał legitymację Polskiego Przedstawicielstwa Dyplomatycznego, jednak szybko zwrócił na siebie uwagę wywiadu polskiego, gdyż podpisując w 1942 r. jedną z licznych deklaracji Polsko-Amerykańskiej Sekcji Międzynarodowego Związku Robotniczego opowiedział się za przyłączeniem polskich Kresów wschodnich do Związku Sowieckiego - od tej pory Salman-Arski uznawany był przez Polaków za sowieckiego agenta [Na ilustracji: Karta Artura Salmana vel Stefana Arskiego w kartotece działaczy komunistycznych i podejrzewanych o działalność komunistyczną polskiej Samodzielnej Placówki Wywiadowczej “Estezet”].


Lange “Friend”


Na przełomie 1941 i 1942 r. Gebert pozyskał do współpracy z Sowietami profesora ekonomii związanego z czołowymi uczelniami amerykańskimi w Chicago, Stanford, Michigan, Berkeley i Nowym Jorku – Oskara Langego (pseud. “Friend”). Lange współpracował z gabinetem gen. Władysława Sikorskiego, a zwłaszcza z ministrem Janem Stańczykiem.

Do grupy “Atamana” należał również Aleksander Hertz, który razem z Salmanem-Arskim pracował w Office of War Information. Gdy Amerykanie pozbyli się Arskiego z Office of War Information, wstawił się za nim nie kto inny, tylko Oskar Lange - i Arski powrócił na swoje dawne stanowisko, gdzie wspólnie z Hertzem prowadzili tzw. Polish Desk, w ramach którego prezentowali zbliżony do Sowietów punkt widzenia na sprawy polskie (przede wszystkim w kwestii granic).

Jesienią 1941 r. Lange wspólnie ze Stańczykiem reprezentował rząd polski na Międzynarodowej Konferencji Pracy w Waszyngtonie [Na ilustracji: karta Oskara Langego w kartotece Samodzielnej Placówki Wywiadowczej “Estezet”].

Gebert pozyskał Langego do współpracy z wywiadem sowieckim – twierdzi Herbert Romerstein. – Był to bardzo ważny werbunek dla NKWD. W jednej depeszy do Moskwy Gebert przekazał, że Lange jest `czołową postacią w sferze relacji sowiecko-polskich`. Chociaż Lange, będąc obywatelem amerykańskim, przez długi czas trzymał się z dala od spraw polskich, miał on dużo wartościowych kontaktów w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza w kręgach amerykańskich, rosyjskich i polskich socjalistów oraz wśród dziennikarzy” (2).

W dość enigmatyczny sposób swoje pierwsze kontakty z Oskarem Langem opisał Bolesław Gebert w opublikowanych w okresie PRL wspomnieniach. Z perspektywy dzisiejszego stanu wiedzy relację Geberta potraktować można niczym opis rozmów, których celem było zwerbowanie Langego do współpracy z Sowietami: “W połowie listopada 1941 roku spotkałem profesora Oskara Langego w jego mieszkaniu przy ulicy Stoney Island w Chicago. W tym celu przyjechałem specjalnie z Nowego Jorku. O profesorze wiedziałem tylko tyle, że wykładał ekonomię na uniwersytecie w Chicago oraz, że przyjeżdża z wykładami na Uniwersytet Columbia w Nowym Jorku. W Polsce należał do PPS i związany był z lewicą. Miałem tremę, gdy otwarły się drzwi mieszkania profesora. Zdawałem sobie sprawę, że spotykam teoretyka. Czy znajdę z nim wspólny język co do spraw, które pragnę z nim omówić? Profesor był dobrze zorientowany w sytuacji politycznej. W swobodnej atmosferze i klimacie wzajemnego zaufania informowałem go o sytuacji wśród Polonii Amerykańskiej, o zakresie działalności Sekcji Polskiej MZR, o »Głosie Ludowym«, przygotowaniach do zwołania Kongresu Słowian Amerykańskich oraz o spotkaniu z polskimi demokratami w Nowym Jorku. Słuchał z uwagą. Niektóre wydarzenia, o których mówiłem, były mu dobrze znane. (...) Obaj byliśmy jednomyślni co do tego, że w imię polskiej demokracji należy podjąć szeroką akcję w USA, nie tylko wśród Polonii, ale w społeczeństwie amerykańskim w ogóle. Obaj byliśmy zgodni, że losy narodu polskiego związane są z ZSRR. Toteż jednym z naszych zadań jest przeciwstawienie się antyradzieckiej polityce sanacji, a głównie Ignacego Matuszewskiego i Komitetu Narodowego Amerykanów Polskiego Pochodzenia, któremu on przewodzi. Rozmowa trwała wiele godzin. Ustaliliśmy, że będziemy się spotykać i konsultować. Wracałem z rozmowy wzbogacony myślami i uwagami profesora”.


Polski wywiad w USA przeciw komunistom


Sieć prowadzonej przez Geberta agentury i tzw. agentury wpływu była dość gęsta. Do jego najważniejszych kontaktów bez wątpienia należeli wspomniani Oskar Lange, Artur Salman i Aleksander Hertz oraz m.in. Leon Krzycki [Na ilustracji: karta Leona Krzyckiego w kartotece Samodzielnej Placówki Wywiadowcza “Estezet”], ks. Stanisław Orlemański i Roman Moczulski pseud. “Canuck”, który pełnił funkcję kierownika Polskiej Agencji Telegraficznej w Nowym Jorku. Po przejęciu przez samodzielną komórkę polskiego wywiadu w Stanach Zjednoczonych, ukrywającą się pod kryptonimem “Estezet” (3) kopii materiałów rządowych przekazywanych przez Moczulskiego Langemu, 9 kwietnia 1945 r. zwolniono go z nowojorskiej placówki PAT.

W swoich zapiskach wspomnieniowych Gerbert wymienia także inne osoby, które pomagały mu w działalności komunistycznej w okresie amerykańskim, m.in.: W.M. Konetzka, Henryka Bramowskiego, Stanisława Nowakowskiego, Franciszka Kruzę, Jana i Stelę Protasewiczów, Henryka Podolskiego, Wojciecha Haracza, Alfreda Fiderkiewicza, Witolda Rodzińskiego, Juliana Tuwima (4), Czesława Grzelaka, Artura Szyka, Adama Tarna, Wacława Szymanowskiego, Bohdana Zawadzkiego, Ludwika Rajchmana, Ignacego Złotowskiego, Abrahama Penzika oraz Mirę Michałowską.


W Masonic Temple


Aktywizacja polskich komunistów w Stanach Zjednoczonych była odpowiedzią na koncepcję konsolidacji środowisk polonijnych pod szyldem KNAPP, Komitet i jego działacze stanowili bowiem realne zagrożenie dla realizowanego wówczas przez Sowietów propagandowo-dezinformacyjnego planu, którego celem było wytworzenie pozytywnej opinii społeczeństw zachodnich na temat Związku Sowieckiego. Kwestionowanie integralności terytorialnej Rzeczypospolitej przez Sowietów, przy jednoczesnym wsparciu ze strony znacznej części mediów zachodnich, stało się jedną z zasadniczych przyczyn powstania KNAPP.

Zwłaszcza w pierwszym okresie działalności Komitet Narodowy podjął się przede wszystkim obrony Kresów wschodnich i układów granicznych w Rydze z 1921 r. W tym kontekście działacze KNAPP zwracali uwagę na konieczność doprecyzowania treści umowy polsko-sowieckiej z lipca 1941 r. Układ Sikorski–Majski od dłuższego czasu budził kontrowersje w niepodległościowym środowisku emigracyjno-polonijnym.

Aktywność publicystyczna Ignacego Matuszewskiego wywołała wściekłość w środowisku Bolesława Geberta. Zaledwie kilkanaście dni od zjazdu założycielskiego KNAPP komunistyczny “Głos Ludowy” frontalnie zaatakował nową organizację polonijną. Zgodnie z ogólnymi kierunkami dezinformacyjnej strategii sowieckiej redaktorzy “Głosu Ludowego” przedstawili powstanie KNAPP jako inicjatywę “partii wojny” zmierzającą do podważenia podstaw sojuszu “angielsko-amerykańsko-sowieckiego”, którego celem jest pokonanie III Rzeszy i państw osi.

W nagonce na KNAPP i personalnie na Matuszewskiego [przed wojną m.in. szefa Odziału II (wywiadowczego) Sztabu Generalnego 1919-1924, ministra skarbu 1929-1931 i redaktora naczelnego “Gazety Polskiej” 1932-1936 – przyp. red.] komuniści umiejętnie wykorzystywali konflikty pomiędzy dużą częścią uchodźstwa polskiego a obozem rządowym skupionym wokół osoby premiera gen. Władysława Sikorskiego.

Środowisko, któremu przewodził Gebert “Ataman”, akcentowało swoją lojalną postawę wobec poczynań Sikorskiego zwłaszcza, gdy idzie o kierunek wschodni jego polityki po układzie polsko-sowieckim z lipca 1941 r. Również Sikorski i jego ministrowie niektórymi swoimi wypowiedziami uwiarygodniali w oczach Amerykanów i części Polonii działalność grupy Geberta i Langego. Słowa premiera i jego bliskich współpracowników (ks. Zygmunta Kaczyńskiego, Jana Stańczyka, Stanisława Mikołajczyka...) o “zarzuceniu planu światowej rewolucji” przez Sowietów, o “agentach Goebbelsa” w szeregach Polonii, o panującej w Rosji sowieckiej “swobodzie religijnej”, czy wreszcie o kontaktach gen. Kazimierza Sosnkowskiego i płk. Ignacego Matuszewskiego z “faszystami” na Węgrzech, w Hiszpanii i we Włoszech, były skrzętnie wykorzystywane propagandowo przez polskich komunistów. Co najmniej od sierpnia 1941 r. Sikorski miał szczegółowe informacje na temat działalności polskich komunistów w Ameryce, które przekazywała z Nowego Jorku do Londynu Samodzielna Placówka Wywiadowcza “Estezet” oraz polski attachat wojskowy w Waszyngtonie, ale tracąc wpływy w środowiskach polonijnych w Ameryce szukał poparcia nawet wśród komunistów.

Niebezpieczna gra, w którą uwikłał się Sikorski, podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych zaprowadziła go na wiec zorganizowany przez Geberta i jego towarzyszy w Masonic Temple w Detroit, gdzie 20 grudnia 1942 r. w imieniu zebranych i całej Polonii amerykańskiej powitał go sam “Ataman”:

...Mit o niezwyciężonych opancerzonych zabijakach prysnął, dzięki umiejętności i bohaterstwu Czerwonej Armii. (...) W interesie Polski, jej pokoju i trwałego bytu niepodległego leży, aby zapanowały dobrosąsiedzkie stosunki ze Związkiem Radzieckim. Początek tego widzimy w pakcie Sikorski–Stalin. (...) Polacy amerykańscy o ile nie liczyć garstki odszczepieńców, nigdy nie uznawali `pokoju za wszelką cenę`, że obcą jest i była nam polityka monachijska. Dlatego zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństwa pokoju z faszystami, junkrami i ich satelitami, gdyż to równałoby się przegraniu wojny. (...) Wymaga to od nas zaostrzenia czujności przeciwko faszystom i wszelkiego rodzaju ich pomocnikom, którzy podgryzają ducha narodu, siejąc waśnie i spory, osłabiając wysiłek wojenny.


Oskara Lange “Apel do rozsądku” po odkryciu grobów w Katyniu


W lutym 1943 r. na łamach “Gwiazdy Polarnej” Oskar Lange stanął w obronie polityki Sikorskiego wobec Związku Sowieckiego. Chwalił premiera polskiego rządu za to, iż dąży on do “osiągnięcia trwałego porozumienia polsko-rosyjskiego”, a jednocześnie stara się ograniczyć wpływy aktywnych i antysowieckich środowisk polskiego wychodźstwa.

Również po ujawnieniu sowieckiego mordu na polskich oficerach w Katyniu i zerwaniu przez Związek Sowiecki stosunków dyplomatycznych z Polską, Lange w dalszym ciągu bronił Sikorskiego - na łamach “New York Herald Tribune” - za wyrażaną przez niego chęć “współpracy z Sowiecką Rosją”. Wyważony ton jego artykułu miał zapewne sugerować, że Lange nie ma nic wspólnego z ruchem komunistycznym w Ameryce, a wyrażana przez niego krytyka poczynań niektórych kręgów “polskiej inteligencji” i rządu polskiego na uchodźstwie wynika jedynie z realizmu spojrzenia profesora ekonomii na sprawy międzynarodowe.

Inaczej pisał o tych sprawach Lange w redagowanych przez siebie, a nawet sygnowanych własnym nazwiskiem, drukach ulotnych kolportowanych przez agendy sowieckie w rodzaju Polsko-Amerykańskiej Sekcji MZR. W jednej z nich, zatytułowanej “Apel do rozsądku” (Appeal to Reason), z 25 czerwca 1943 r. czytamy m.in.:

Ostatnie wydarzenia wskazują, że polsko-sowieckie stosunki są najsłabszym ogniwem w łańcuchu alianckiej jedności. Ożywieni pragnieniem podtrzymania alianckiej jedności, niżej podpisani Amerykanie polskiego pochodzenia i Polacy – rezydenci w Stanach Zjednoczonych składają następujące oświadczenie: Narody Stanów Zjednoczonych oraz Polski mają wspólny interes w wygraniu wojny i zachowaniu pokoju, który po niej nastąpi. Wymaga to, aby narodowa niepodległość została odbudowana (...). Wymaga to szybkiego przywrócenia przyjaznych stosunków ze Związkiem Sowieckim. Dobrosąsiedzkie stosunki i stały sojusz ze Związkiem Sowieckim i Czechosłowacją są niezbędne dla narodowego bezpieczeństwa Polski. Te proste i rozsądne fakty są tak oczywiste, iż wydawałoby się, że wszyscy Polacy i Amerykanie polskiego pochodzenia powinni się na nie zgodzić. Niestety, tak nie jest. Prawie dwa lata jest prowadzona wśród Amerykanów polskiego pochodzenia agitacja przeciwko jedności alianckiej. Agitacja ta została spotęgowana w ostatnim okresie przez kampanię Komitetu Narodowego Amerykanów Polskiego Pochodzenia, który próbuje wykorzystać polsko-sowieckie trudności dla wbicia klina między Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki. Kampania tego komitetu usiłuje również wśród Amerykanów polskiego pochodzenia wytworzyć wrogi stosunek do Czechosłowacji i siać nieufność przeciwko Wielkiej Brytanii. Akcja ta jest inspirowana przez emigrantów, którzy są połączeni z antydemokratycznym reżymem, jaki rządził Polską przed wojną, lub z polskimi nacjonalistycznymi grupami o wyraźnym faszystowskim charakterze. Skierowana jest przeciwko wysiłkom rządu Stanów Zjednoczonych, dążących do ustanowienia ścisłych stosunków ze Związkiem Sowieckim. Równolegle z tą agitacją idą wysiłki pewnych polskich kół oficjalnych, aby zasiać nieufność między Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Sowieckim. Wysiłki te mają na celu wytworzenie pojęcia, że Stany Zjednoczone powinny stać się narzędziem w budowie reakcyjnej Polski, skierowanej przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Na szczęście, wysiłki te są bez powodzenia. Lecz w rezultacie ich wynikła dysharmonia wśród Zjednoczonych Narodów i są one jednym z czynników odpowiedzialnych za zerwanie sowiecko-polskie. A co więcej, wytworzyły one publiczną opinię wśród Amerykanów, że naród polski jest przejęty antydemokratycznymi i faszystowskimi ideałami. (...) Apelujemy do Amerykanów polskiego pochodzenia, do towarzystw i prasy, aby odrzucili trującą propagandę Komitetu Narodowego Amerykanów Polskiego Pochodzenia oraz tych, którzy ich popierają gdyż z tej propagandy korzystają tylko wrogowie Stanów Zjednoczonych i Polski.

Apel do rozsądku” poza Langem podpisało 31 osób, m.in. J. Tuwim. Nie sygnował go natomiast B. Gebert. W spuściźnie Geberta znajduje się jego odręczna notatka o tym, że “Apel do rozsądku” był osobistą inicjatywą Langego, który był też autorem odezwy; oraz, że nie podpisali go znani komuniści, “aby nie narażać się represjami policyjnymi”.


New York Times” wspiera komunistów


Kampanię prasową komunistów przeciwko KNAPP wsparły także niektóre czasopisma amerykańskie, m.in. “New York Times” i “New York Post” (np. relacjonujący wizytę premiera Sikorskiego w Ameryce “New York Times” przestrzegał czytelników przed grupą “ultra nacjonalistycznych `pułkowników`, którzy przybyli jako uchodźcy w r. 1940, zorganizowali Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia” i “atakują Narody Zjednoczone”), a dzięki wpływom komunistów w agencji telegraficznej “Free Press” teksty atakujące polskie środowiska antysowieckie w Stanach Zjednoczonych powielane były przez różne gazety na terenie całej Ameryki. Zorganizowana kampania przyniosła zamierzone skutki, bowiem działania KNAPP znalazły się pod lupą FBI, która od tej pory starała się kontrolować aktywność polskich antykomunistów na terenie Stanów Zjednoczonych (11 marca 1943 r. Matuszewski otrzymał oficjalne pismo z Departamentu Sprawiedliwości informujące, że jego działalność pisarska prowadzona na łamach “Nowego Świata” podpada pod przepisy przewidziane przez Foreign Agent Registration Act; gdy Amerykanie przygotowali listę tytułów prasowych zakwalifikowanych jako reprezentujące obce interesy, znalazły się tam wszystkie tytuły związane z KNAPP).


Ambasadorowie Moskwy w USA


Po śmierci Sikorskiego polscy współpracownicy Moskwy, w tym Oskar Lange, otwarcie występowali jako ambasadorowie Moskwy w Stanach Zjednoczonych.

Z radością przyjęli objęcie przez Stanisława Mikołajczyka teki premiera rządu. W latach 1943-1944 podkreślali swoje poparcie dla polityki Roosevelta oraz sojuszu ze Związkiem Sowieckim. W rezolucjach i listach adresowanych do władz amerykańskich komuniści domagali się niezwłocznego uznania Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego w Lublinie za oficjalny rząd polski. Piętnowali przy tym działalność “profaszystów”, którzy “pracują zdradliwie wśród Amerykanów polskiego pochodzenia”. W czasie jednego z zebrań Ligi Kościuszkowskiej w Detroit uchwalono nawet rezolucję potępiającą obok KNAPP także polskiego Wodza Naczelnego, gen. Kazimierza Sosnkowskiego.

Rezydent Zarubin użył również komunistów działających w środowisku polskich w Ameryce w kampanii katyńskiej. Był tym osobiście zainteresowany, zwłaszcza, że na trop świadczący o jego roli w likwidacji polskich oficerów natknęli się Amerykanie. Występując w imieniu Polonii, komuniści przekonywali opinię amerykańską, że zbrodnia w lesie katyńskim jest dziełem Niemców, a oskarżanie o nią Związku Sowieckiego jest kolejną próbą rozbicia koalicji antyhitlerowskiej. W 1943 r. dzięki akcji Salmana-Arskiego w “Stars and Stripes” ukazała się karykatura polskiego oficera “rzekomo” zamordowanego w Katyniu.

5 lipca 1945 r. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania uznały komunistyczny Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, a tym samym wycofały swoje poparcie dla legalnych władz RP w Londynie. Dwa dni wcześniej Oskar Lange otrzymał z Ambasady Związku Sowieckiego w Waszyngtonie depeszę z Moskwy od Zygmunta Modzelewskiego:

W związku z rychłym uznaniem przez Aliantów rząd upoważnia Was do podjęcia już teraz kroków wstępnych w celu zabezpieczenia mienia państwa polskiego w Stanach Zjednoczonych. Z chwilą ogłoszenia uznania zwróćcie się formalnie do Białego Domu w celu przejęcia mienia. Zawiadamy o Waszej misji za pośrednictwem Moskwy”.

17 lipca 1945 r., także za pośrednictwem ambasady sowieckiej w Waszyngtonie, Lange dowiedział się, że został ambasadorem Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej w Stanach Zjednoczonych.


Ostatnia kampania...


Wraz z akceptacją komunistycznego reżimu w Polsce przez Aliantów i nominacją ambasadorską “Frienda”, kierowane przez Bolesława Geberta środowisko polskich komunistów nie uznało swojej misji za zakończoną. Nie zamierzali oni jechać do Polski Ludowej. Ich obecność na terenie Stanów Zjednoczonych była niezbędna dla realizacji zadań wyznaczonych przez władców Polski Ludowej względem Polonii amerykańskiej. Przystąpili do jednej z ostatnich swoich kampanii propagandowych. Zgodnie z uchwałami II Konferencji Amerykańsko-Polskiej Rady Pracy i wytycznymi płynącymi z Warszawy dążono do skompromitowania w oczach Amerykanów “reakcyjnych” środowisk polonijnych w Stanach Zjednoczonych przez zarzucanie im związków z “antysemickim podziemiem” w kraju, winnym rzekomych pogromów i pojedynczych mordów dokonanych na Żydach.

Tego typu oskarżenia wytoczono przeciwko gen. Tadeuszowi Borowi-Komorowskiemu podczas jego wizyty w Stanach Zjednoczonych w czerwcu 1946 r.

Działalność antysemicka jest popierana przez faszystów i reakcyjne grupy podziemne, które są inspirowane oraz znajdują się w kontakcie z Andersem we Włoszech i resztkami byłego rządu emigracyjnego

zapewniał Amerykanów ambasador Lange – Istniejący obecnie antysemityzm jest podtrzymywany przez podziemny ruch faszystowski, który podlega kierownictwu polskich grup reakcyjnych za granicą.


...w lipcu 1946 roku


W tę akcję ambasadora Langego włączyli się działacze KPUSA. Godna odnotowania jest mowa radiowa prezesa Amerykańsko-Polskiej Rady Pracy i Kongresu Słowian Amerykańskich Leona Krzyckiego z 21 lipca 1946 r., którą od razu powielono w formie ulotki i kolportowano w skupiskach polonijnych:

Ale my wiemy, że nie może być wolności dla ludu pracy, dla chłopa i dla inteligenta, jeżeli współobywatele Żydzi będą chociażby w najmniejszym stopniu usunięci od udziału w życiu politycznem, w odbudowie kraju lub w rządzie. My pamiętamy i wy, drodzy słuchacze, zapamiętajcie to sobie dobrze, że Hitler rozpoczął od pogromów żydowskich a doprowadził do światowej pożogi wojennej. Złą drogę wskazał Kardynał Hlond usiłując skierować ostrze reakcji przeciw Żydom. Klasa robotnicza Polski pamięta czasy czarnej sotni w 1905 roku, pamięta potem ławki żydowskie na uniwersytetach, pamięta antysemityzm sanacyjny i endecki w okresie od 1919-go do 1939-go roku. Pamięta i wie, że zawsze za tymi zbrodniczymi występkami stała reakcja, stali wrogowie ludu. Kamienie i pałki, które zamordowały Żydów w Kielcach dziś, jutro użyją a właściwie już dziś używają przeciw robotnikom, demokracji i przeciw szczerym patrjotom. (...) Polonja amerykańska, to znaczy lud pracy, fabryk, biur - bo to jest właściwa Polonja amerykańska - musi oświadczyć mocno i wyraźnie, że potępia tych, którzy odpowiedzialni są za te ohydne zbrodnie w Polsce. (...) Nie dajmy posłuchu tym, którzy szczują przeciw rządowi Jedności Narodowej, który ma poparcie olbrzymiej większości swych obywateli. Pobyt Bora w Stanach Zjednoczonych, przyjęcie, jakie mu tu urządził Kongres Polonji i popierająca go reakcja amerykańska, zachęciły reakcję w Polsce do gwałtów i zbrodni, jakie ostatnio miały miejsce. Kto popiera Bora i jego zwolenników, ten występuje przeciwko twórczym siłom narodu polskiego, który dźwiga się ze straszliwych ruin i zniszczenia po sześcioletniej okupacji niemieckiej. Tak długo, jak poza granicami Polski istnieją zbrojne oddziały pod komendą generała Andersa tak długo agenci ich będą przenikać do Polski by od wewnątrz wyrządzać krzywdę tym, którzy pogrążeni są w znoju pracy nad budową Polski demokratycznej.”

(“Z demokracją Polską przeciw reakcji i pogromom!”, druk ulotny Stowarzyszenia “Polonia” Międzynarodowego Związku Robotniczego, Nowy Jork [lipiec] 1946).

W podobnym duchu wypowiadał się Edward Osóbka-Morawski, który także w lipcu 1946 r. powiedział ambasadorowi Stanów Zjednoczonych w Warszawie Arthurowi Blissowi Lane’owi, że to “bandy podziemne” i “czynniki reakcyjne i klerykalne” ponoszą odpowiedzialność za pogrom kielecki.

Również Jakub Berman twierdził, że

pogrom kielecki był częścią szerszego planu organizacji podziemnych – głównie tak zwanych Narodowych Sił Zbrojnych i zgrupowania Wolność i Niepodległość – dążących do rozbicia społeczeństwa na skutek niezadowolenia wszystkich czynników anty-rządowych z wyników referendum”...


***


Po latach działaczom KNAPP pozostała marna satysfakcja, że w czasach powszechnego zakłamania, które zalało również Wolny Świat, byli jednymi z nielicznych orędowników prawdy o sowieckim komunizmie stanowiącym śmiertelne zagrożenie dla ludzi wolnych. Tę walkę przepłacił życiem pomysłodawca i organizator KNAPP płk Ignacy Matuszewski, który zmarł nagle na atak serca 3 sierpnia 1946 r. Komuniści nie kryli zadowolenia. W “Głosie Ludowym” pisali bez ogródek:

Prócz nielicznej garstki sfaszyzowanych knappowców w Stanach Zjednoczonych i członków Narodowych Sił Zbrojnych w Polsce, Niemczech i Włoszech, nikt nie opłakuje Ignacego Matuszewskiego.

W hołdzie dla jego niezłomnej postawy i odwagi, w zbliżającą się 60. rocznicę jego śmierci dedykuję mu ten artykuł. (5)


SŁAWOMIR CENCKIEWICZ


Fragmenty wstępu Sławomira Cenckiewicza do książki Wacława Jędrzejewicza “Polonia amerykańska w polityce polskiej. Historia Komitetu Narodowego Amerykanów Pochodzenia Polskiego”. Wydawnictwo LTW, Łomianki 2006, stron 432 (Adres wydawcy: ul. Sawickiej 9, Dziekanów Leśny, 05-092 Łomianki, tel.: (0-22) 751-25-18, tel. kom.: (0) 501-325-899, http://ltw.com.pl); wybór i tytuły – red.

(1) Literatura na ten temat jest już dziś bardzo obszerna. Z książek opublikowanych w Polsce, w których stosunkowo wiele miejsca poświęcono sowieckim operacjom wobec Stanów Zjednoczonym, szczególnie warto polecić klasyczną publikację Christophera Andrew i Wasilija Mitrochina: Archiwum Mitrochina. KGB w Europie i na Zachodzie, Warszawa 2001. Warto też zapoznać się z artykułem Roberta L. Bensona pt. The Venona Story (na stronie http://www.nsa.gov/) będącym przeglądem najważniejszych wątków tej operacji, oraz z kalendarium “Venony” pióra Denisa Naranjo (na stronie http://www-personal.umich.edu/).

(2) H. Romerstein, Patrioci Związku Sowieckiego..., s. 70; Depesza rezydentury sowieckiego wywiadu w Nowym Jorku do centrali w Moskwie [“Ataman” na temat “Frienda”], 27 V 1944, materiały operacji dekryptażowej “Venona”; J.E. Haynes, H. Klehr, Venona. Decoding Soviet Espionage..., s. 234-236 i 245; R. Szymczak, Oskar Lange, American Polonia and the polish-soviet dilemma during world war II: the public partisan as private emissary, “The Polish Review”, vol. XL, no. 1, 1995, s. 3–27; idem, Oskar Lange, American Polonia and the polish-soviet dilemma during world war II: making the case for “People’s Poland”, “The Polish Review”, vol. XL, no. 2, 1995, s. 131–157. Tygodnik “Głos” przedrukował rozszyfrowane przez Amerykanów w ramach operacji dekryptażowej kryptonim “Venona” depesze dotyczące spraw polskich (w tym m.in. dot. Geberta i Langego). Zob. Bolesław Konstanty Gebert pseud. “Ataman” donosi z USA do Moskwy, “Głos”, 4–11 II 2006; artykuł dostępny również na stronie internetowej www.glos.com.pl/. Mimo publikacji amerykańskich historyków, w których znalazły się informacje na temat związków O. Lange z sowiecką siatką szpiegowską w USA, sprawa ta w Polsce wciąż budzi wielkie emocje i kontrowersje. Niektórzy badacze wzywają wręcz do ostrożności w przywoływaniu literatury przedmiotu, w której pisze się o Langem (również o Gebercie) jako współpracowniku wywiadu sowieckiego. W opinii wydawniczej na temat jednego z moich artykułów (Udział aparatu bezpieczeństwa PRL w drugiej kampanii remigracyjnej (1955–1957), [w:] Aparat bezpieczeństwa wobec emigracji politycznej i Polonii, pod redakcją Ryszarda Terleckiego, Warszawa 2005, s. 241–283), w którym przywołałem opinie badaczy amerykańskich na temat Langego i Geberta, Andrzej Friszke napisał: Byłbym też ostrożny w powielaniu opinii o agenturalnej działalności na rzecz ZSRR B. Geberta i O. Langego (...). Czy autor jest pewien, że cytowany autor amerykański [Herbert Romerstein – przyp. S.C.] posiada przekonywujące dowody w tej sprawie?”. Oskar Lange jest przedstawiany w Polsce niemal jako kryptoopozycjonista okresu PRL, dostrzegający “deprawacje biurokracji” i przyznający, że sowiecki “kolektywizm może prowadzić do totalitaryzmu”, zaś jedna z katedr Uniwersytetu Warszawskiego nosi dzisiaj jego imię. Niedawno Daniel Passent napisał autorytatywnie, że nie ma żadnych przesłanek wskazujących na nielegalną i szpiegowską działalność Langego (Por. D. Passent, Towarzysz Syzyf, “Gazeta Wyborcza”, 6 III 2005). Podobnie zareagowali niektórzy czytelnicy “Rzeczpospolitej” (m. in. Antoni Sułek), kiedy przed paru laty Marek J. Chodakiewicz omówił książkę J. E. Haynes’a i H. Klehr’a o Venonie. Por. M. J. Chodakiewicz, W sieci NKWD, “Rzeczpospolita”, 25 IX 1999; listy do redakcji Atoniego Sułka i Roberta P. Engela oraz odpowiedź Marka J. Chodakiewicza, “Rzeczpospolita”, 2 X 1999 i 16 X 1999.

(3) Powstała w sierpniu 1941 r. samodzielna placówka polskiego wywiadu w Stanach Zjednoczonych – “Estezet” prowadziła rozpoznanie działalności lewicy komunistycznej w Stanach Zjednoczonych, ale również w Ameryce Środkowej i Południowej. Współpracowała ze służbami amerykańskimi. Placówka działała pod przykrywką w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku. Swoim zasięgiem obejmowała Stany Zjednoczone, Kanadę, Brazylię, Argentynę, Chile, Paragwaj, Urugwaj, Peru i Boliwię. Głównymi jej zadaniami były: obserwacja sytuacji wojskowej i politycznej krajów obu Ameryk, stanu i rozwoju Polonii, agitacji i penetracji komunistycznej ze specjalnym uwzględnieniem jego stosunku do Stanów Zjednoczonych i Kanady oraz spraw polskich, a także stanu, rozwoju i postawy towarzystw ukraińskich oraz analiza prasy mniejszościowej (polskiej, niemieckiej, ukraińskiej, czeskiej, słowackiej, litewskiej i żydowskiej). Dokumentacja na temat “Estezetu” znajduje się w Instytucie J. Piłsudskiego w Nowym Jorku.

(4) Literatura na temat J. Tuwima w USA m.in.: AAN, Akta B. Geberta, sygn. 493/5, B. Gebert, Tuwim w Nowym Jorku, k. 9–18. Na temat aktywności Juliana Tuwima w polsko-amerykańskim środowisku komunistycznym podczas wojny zob. także: B. Dorosz, Lechoń i Tuwim – dzieje trudnej przyjaźni, Warszawa 2004, s. 42–54.

(5) Autor dziękuje dr Iwonie Drąg-Kordze z Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku, profesorom Markowi J. Chodakiewiczowi i Herbertowi Romersteinowi z The Institute of World Politics w Waszyngtonie oraz dr. Markowi Wrońskiemu za pomoc w zbieraniu materiałów do niniejszego wstępu.



Strona tytułowa numeru