Dziewczyny z jednej celi

To nie jest całość, to tylko fragmenty opowieści siedmiu Dziewcząt – teraz już Pań – połączonych działalnością w Solidarności a potem wspólną celą więzienną. Opowieści spisanej przez p. Jacka Indelaka, który od lat - jako scenarzysta – u boku reżysera Piotra Zarębskiego, uczestniczy w heroicznych bez mała zmaganiach, by tę opowieść przenieść na ekran, dokumentując w nim jakąś część historii Solidarności i stanu wojennego. Prawda o tamtych latach jest ciągle zamazywana, przeinaczana, ukrywana. W kolejną rocznicę ogłoszenia “stanu wojennego” chcielibyśmy pokazać kilka obrazów tamtych lat szczególnie tym, którzy nie mogą ich pamiętać – byli dziećmi albo jeszcze się nie urodzili. P. Jacek Indelak dedykuje swój zapis i komentarz jednej z Pań, zmarłej niedawno śp. Wiesi Kwiatkowskiej. Jak długo jeszcze trzeba będzie czekać na film?


Siedem bohaterek. Eleganckie damy w średnim wieku. Kulturalne, inteligentne, wykształcone. Na pierwszy rzut oka nikt by się nie domyślił, że na życiu każdej z nich ciąży tajemnica. Nikt by nie przypuszczał, że każda z nich siedziała w więzieniu. Nikt by nie podejrzewał, że o ich obecnym życiu w dużej mierze przesądziły wieloletnie wyroki.

ELA: Elżbieta Mossakowska – 1,5 roku więzienia.

JOLA: Jolanta Hoppe, dawniej Wilgucka – 2 lata więzienia

(w zawieszeniu na 4 lata)

ANIA: Anna Niszczak – 3 lata więzienia.

MARYLKA: Marianna Samlik, dawniej Błaszczak – 3,5 roku więzienia.

WIESIA: Wiesława Kwiatkowska – 5 lat więzienia.

ZOSIA: Zofia Dublaszewska, dawniej Kwiatkowska – 5 lat więzienia.

EWA: Ewa Kubasiewicz-Houee – rekordzistka – 10 lat więzienia.


Więzienna przyjaźń

Tylko dwie z nich – Wiesia i Ania – pozostały w Polsce. Pozostałe okrutny los rozrzucił po świecie. Marylka wylądowała w USA. Ela zamieszkała w Niemczech, Jola w Kanadzie. Zosia osiedliła się w Australii, Ewa we Francji.

Na wiele lat rozdzieliła je “żelazna kurtyna”(...). W pełnym składzie spotkały się po raz pierwszy po dwudziestu latach od wyjścia z więzienia. Urządziły sobie krótki wspólny urlop w Polsce. (...). Od tego spotkania szukają każdej sposobności, by chociaż przez chwilę pobyć razem. (...) Wielka radość z każdego spotkania. Spacery, rozmowy, nie kończące się rozmowy. Ich głęboka przyjaźń przetrzymała próbę czasu. To widać w każdym geście, słychać w każdym słowie. Odżywają wspomnienia. Wśród żartów, śmiechu. Często jednak jest to śmiech przez łzy. Niekiedy też ciarki przebiegają po grzbiecie. Robi się smutno, momentami ponuro...


Kryminalistki”


Były młode, przed sobą miały całe życie. Studiowały, pracowały, zakładały rodziny, miały małe dzieci, Jola była w ciąży.

Więzienne kraty na zawsze pogmatwały im życie. Odcisnęły się trwale na osobowościach.

Ania mówi:

- Dzieci rosły, rosły, a ja w dalszym ciągu nie mogłam im o tym opowiedzieć. Jak tu powiedzieć dzieciom, że ich mama siedziała w więzieniu. (...). Wiedziałam jednak, że muszę to zrobić ja, a nie kto inny...(...). Zdobyłam się na odwagę, (...). Opowiedziałam, ale najbardziej bałam się reakcji swoich dzieci... Jedno miało wtedy 13 lat, drugie 4 lata młodsze. Siadłam, popatrzyłam na dzieci. Nie odezwały się do mnie ani słowem. Tylko strasznie się we mnie wtuliły.

Ewa mówi:

- Zawsze myślałam, żeby uratować to, co przeżyłyśmy kiedyś. Bo to było takie czyste, takie wzniosłe... I to był okres, kiedy zawiązywały się wielkie przyjaźnie. (...) Dziewczyny z mojej celi. (...). Nie sposób w celi udawać. Czyta się w swojej współlokatorce jak w otwartej książce.... Przyjaźń ponad wszystko... To przeżycie jest wielkim darem.

Jola dopowiada:

- Spotkanie z dziewczynami to chyba najpiękniejszy moment w moim życiu. Po dwudziestu latach, jak zobaczyłam te dziewczyny moje kochane. Wszystkie mogłyśmy ciągle sobie popatrzeć w oczy, żadna nie uciekała spojrzeniem w bok. Piękne są. Wewnętrznie... Zewnętrznie też...

Zosia stwierdza:

- To spotkanie, które nam nasza Ewusia, jak zwykle aktywna, zorganizowała, to było coś wspaniałego... Tak się czułam, jakbym te dziewczyny wczoraj widziała, chociaż minęło dwadzieścia lat... Te dziewczyny nic się, psiakość, nie zmieniły... Bardzo mi to pomogło. Zobaczyłam, że dziewczyny nie są tak bardzo załamane, bo wierzą w dalszym ciągu w to, o co walczyły...

Wiesia mówi:

- Spotkałyśmy się po 20 latach, A czułyśmy się tak, jakbyśmy się wczoraj rozstały. Co to jest? Łączy nas ta solidarność, którą wtedy przeżyłyśmy. (...).


Aresztowanie


Ania opowiada:

- Siedziałam w więźniarce między dwoma rosłymi “esbekami”. Ręce w kajdanach położyłam na kolanach. Nagle jeden się pochylił i zapytał z troską, czy nie za silnie są zapięte. Ja na to podniosłam o tak... ręce do góry i kajdany mi spadły na kolana. On zabrał kajdany, rozpiął i skuł mnie na powrót. Silniej, żebym nie mogła już zrzucić bransoletek. A ja, naiwna, myślałam, że się nade mną ulitował.

Wiesia komentuje:

- Dla mnie to było straszne przeżycie te kajdanki. Człowiek niewinny i skuty jak kryminalista.

Ela wspomina:

27 grudnia, dokładnie po 20 godzinie, był dzwonek przy drzwiach. (...). Otwieram. Trzech panów. Pokazują nakaz rewizji i doprowadzenia do aresztu. Miałam psa. Pies zrobił szaloną awanturę. Panowie weszli. Rozpuścili się po pokojach. Rozpoczęła się rewizja. Moje aresztowanie odbyło się dość dzielnie. Uważałam, że mnie zabierają, ale ja zaraz wrócę, ponieważ nie wyobrażałam sobie, żeby nie wrócić. Mój syn miał wówczas 17 lat. Wychowywałam go sama... (...). Mój syn dowiedział się dopiero po 6 tygodniach, gdzie ja jestem... Dni, kiedy siedziałam w celi, były okrutne. Nie miałam kontaktu z rodziną. Wydawało mi się, że mój syn siedzi na dole. Słyszałam jego głos, jego kaszel. Okazało się, na szczęście, że nie.

Zosia opowiada:

- Dziewiętnastego rano, jeszcze śpiąc, usłyszałam stuk ciężkich butów na schodach. Pomyślałam sobie: kurczę, to chyba po mnie, no bo, po kogo?... Nie było dzwonka, tylko dudnienie do drzwi. Podeszłam, wyjrzałam przez wizjer, a tam... Nie wiem, ilu ich było? Piętnastu? Wszyscy byli w mundurach. Z jakimiś łomami. Przygotowani do włamania. (...). Otworzyłam drzwi. Wpadli, wtłoczyli się do środka. Przycisnęli mnie do ściany... “Piętnaście lat, dożywocie” – zaczęli bredzić. “Może nawet kara śmierci?” Do mnie to mówią? Może i do mnie?... Potem kazali się ubierać. Chciałam się napić mleka, facet wyrwał mi butelkę... Wzięli mnie do suki. Posadzili na jakichś starych oponach... Wsadzili mnie do piwnicy. Z kryminalnymi. Jak mnie wzięli do prokuratury, a ja nosiłam warkocze, (...). Prokurator wojskowy zapytał: “kogo mi tu przyprowadzili?” Myślał, że mam 16 lat.

Wiesia opowiada:

- Aresztowana zostałam z grupą kilku osób. Ewa Kubasiewicz, Jola Wilgucka, kilkoro studentów było też. Byliśmy w mieszkaniu Joli Wilguckiej. Pukanie do drzwi. Wchodzi kilku panów. (...). Słyszę, jak na rękach Jurka Kowalczyka zatrzaskują się kajdanki, a Magda Kowalska, 18 lat wtedy miała, mówi: “To jest nobilitacja!”.


Prawo” bezprawia


Ewa wspomina:

- Nasz proces był jedną wielką farsą. Sądził nas w trybie doraźnym sąd Marynarki Wojennej... Sędzia Andrzej Grzybowski, asesorzy Głowa i Finke... Sędzia Grzybowski opowiadał dowcipy... (...). Dostałam 10 lat... Wiesi mieli za złe jej badania Grudnia ’70 – dostała 5 lat więzienia... Postawili przed sądem wielką “bandę” z trzech uczelni... Ciężko było nas oskarżyć o jedną ulotkę, kombinowali więc jak mogli... Padła w rezultacie masa rekordów... Marek Czachor, mój syn, dostał 3 lata... (...).

Zosia uzupełnia:

- Wyrok sądowy w trybie doraźnym 5 lat. Pan sędzia Grzybowski chwiał się na krześle. Nie wiem, czy słuchał, czy nie. Adwokat z urzędu, wojskowy, próbował coś zrobić. Sędzia nakrzyczał, że adwokat i inni powinni też pójść do pudła.

Wiesia dopowiada:

- Trwa proces. Sąd zachowuje się bardzo swobodnie (sąd wojskowy Marynarki Wojennej). Sąd cudownie się bawi. Sędziowie w znakomitych humorach, opowiadają dowcipy... (...). Ja nie mam się czym chwalić: 5 lat. Za to z pięknym uzasadnieniem: za to, że w okresie od 13 grudnia do 19 grudnia 1981 roku zbierałam materiały faktograficzne dotyczące wypadków na Wybrzeżu w grudniu 70 roku.

Marylka sądzona w innym procesie, wspomina:

- Po dwóch miesiącach pobytu w Darłówku zostałam zabrana na proces do Torunia. Zostałam skazana w trybie doraźnym na trzy i pół roku więzienia, a trzech kolegów na trzy lata – właściwie za nic, bo przy nas znaleziono parę sztuk ulotek. To był jedyny dowód. (...).

Ela, też stanęła przed sądem w Toruniu, opowiada:

- Dowieziono mnie na rozprawę sądową do Torunia. Spotkałam się z synem. Syn powiedział mi komplement, że jest dumny ze mnie... Dostałam wyrok... Sąd cywilny, który mnie skazał na półtora roku więzienia. (...). Półtora roku do odsiedzenia za to, że wywiesiłam w moim zakładzie pracy ulotkę, która nawoływała do strajku.

Jola, czekała wciąż na swój proces, wspomina:

- Kiedy moje przyjaciółki wróciły po procesie, słyszę na korytarzu jak klawiszka pyta: “I jak tam było?”. Ewa na to ze śmiechem: “Dostałam 10 lat!”. (...). U nas siedziała kryminalna. Za zabójstwo dostała 6 lat, a tu 10 lat? Za co? Dwie ulotki ledwie zdążyłyśmy wydrukować!


Bezlitosny odwet


Władze stanu wojennego uznały te dziewczęta – Marylkę, Zosię, Wiesię, Elę, Anię, Jolę i Ewę – za swoich wrogów. Ukarały je w wyjątkowo bezwzględny sposób, wymierzając wieloletnie wyroki.

Dla przykładu. Na postrach. Za drobiazgi. Za druk i kolportaż ulotek, za udział w “nielegalnych” zgromadzeniach i “konspiracyjnych” zebraniach, za nawoływanie do strajku czy wzywanie na manifestację... Każdy pretekst był dobry, (...).


To były ciężkie przestępstwa


Jola się zastanawia:

- Właściwie cała moja postawa życiowa... wzięła się stąd, że na pierwszym roku na pierwszych zajęciach poznałam taką małą śmieszną dziewczynę, która mi powiedziała, że jest ode mnie starsza o sześć lat, czym mnie strasznie rozśmieszyła. To była właśnie Ewa.... Od pierwszego dnia się zaprzyjaźniłyśmy. Jak siostry...

Ewa wyjaśnia:

- Już od dawna miałam pomysł o pracy w opozycji... Wiedziałam, że są wolne związki Andrzeja Gwiazdy... Podziwiałam ich odwagę. To było znakomite grono ludzi, ludzi bardzo znanych. Taka skromna osoba jak ja? To było zuchwalstwo pretendować do ich grona. W końcu jednak się przemogłam. Na parę miesięcy przed Sierpniem zgłosiłam się do Gwiazdów... Tak się zaczęła moja przygoda z opozycją. Napisałam artykuł do “Robotnika Wybrzeża” i zaczęłam opracowywać serię wykładów dotyczących metod stosowanych w systemie totalitarnym. (...).

Jola wspomina:

- To był rok 68. Politechnika Gdańska strajkowała. Młoda, głupia, poszłam zobaczyć, co się tam dzieje. Uciekając przed milicją, wpadłam do wykopu. (...). W kilka dni później jechałam pociągiem. Rozmawiałam z kolegami na temat tego, co się działo na politechnice. Podeszło czterech panów. Zabrali dowód i legitymację studencką. Siedziałam w areszcie 24 godziny... Dotarło do mnie, co to totalitaryzm, komunizm...


Grudzień 1970


Jola wspomina:

- Po drodze trafił nam się rok ’70. Obie z Ewą już pracowałyśmy w Wyższej Szkole Morskiej. (...) Rano obudziły mnie strzały, mieszkałam blisko stoczni. Ulicą szedł pochód. W pracy, zamiast pracować, poszłyśmy z Ewą pod stocznię, gdzie strzelano. (...). Na przystanku trolejbusowym rozmawiałam o tym, co się dzieje. Wsadzili mnie na 24 godziny za nic, tylko za rozmowę.

Wiesia wyjaśnia:

- Grudzień ’70 w Gdyni. Zajęłam się tym tematem, gdyż w Gdyni dokonane zostało ludobójstwo, o którym prawda była ukrywana... Pamięć Grudnia ’70 była wtedy wśród gdynian żywa... Dlaczego Grudzień ’70? Strasznie chciałam zrozumieć, jak to jest, że polski żołnierz potrafi strzelać do ludzi. Nie do pojęcia jest to dla mnie do dzisiaj. Nie pojmuję też takiego człowieka, jak Wojciech Jaruzelski, który mówi: “jestem żołnierzem i sam załatwiłem wewnętrzne sprawy Polski, wprowadzając stan wojenny”. Nie rozumiem, że ludzie to akceptują, jakby nie wiedzieli, że on zdusił myśl demokratyczną. To, co w Polakach piękne... To inna szkoła. Ja należę do ludzi, którzy inaczej pojmują patriotyzm. Tamten został wychowany przez obcych. Nie rozumiał, co to patriotyzm... (...).


Sierpień 1980

Marylka przypomina:

- Wierzyłam ciągle, że komunizm się skończy, że musimy cierpliwie czekać. Rok 80 przyniósł wydarzenia, które dawały nadzieję...

Ewa komentuje:

- Sierpień był to okres wyjątkowy. Najpiękniejszy w moim życiu. Znajomy Szwajcar oszalał. Biegał z aparatem fotograficznym po ulicach. A wszędzie był nastrój święta, wielkiej nadziei. Cały naród był zaangażowany... Jak wybuchł strajk, nie było w szkole studentów i pracowników. Uznałam, że trzeba się przyłączyć. Poparcie było powszechne. (...). Wybrana zostałam wiceprzewodniczącą Komisji Uczelnianej. Wybrano mnie do Zarządu Regionu.

Wiesia uśmiecha się do swoich wspomnień:

- Sierpień ’80. Coś, co zdarzyło się w Europie, a może w świecie, jeden raz. Atmosfera mistyczna. Byliśmy jednomyślni, solidarni, połączeni braterstwem... Cudowne rozmowy z ludźmi... Michnik był wtedy bohaterem... Myślałam, że są to ludzie święci. (...). Zostałam pracownikiem Zarządu Regionu NSZZ “Solidarność”.


Sierpień ’80 miał nie tylko blaski, ale i cienie


Ewa, która dostrzegła je najwcześniej, przypomina:

- Szybko zrodziła się opozycja w stosunku do Lecha Wałęsy. Nie chodziło o stołki, lecz o idee. Zwyciężyć można było tylko u boku Gwiazdy, Wałęsa miał widoki na karierę polityczną. Straszył nas, że świat się odwróci. Szantażował, że odejdzie i wszystko się zawali bez niego. Nie dało się z nim pracować. (...). 15 członków Zarządu Regionu Gdańskiego złożyło dymisję, a potem jeszcze więcej... Wybuch stanu wojennego przerwał te wewnętrzne walki. (...). Z Wałęsą łatwo było im się dogadać. Wałęsa nie przeszedłby w wyborach. Na pewno nie leżało to w interesie władzy.

Stan wojenny

Ela stwierdza:

- Beznadzieja straszna była... Pobyt w więzieniu spotęgował pragnienie, żeby to się zmieniło. Żeby było mydło do mycia, nie raz w miesiącu. Żebym nie potrzebowała butów na kartki kupować. Nie tak, jak daje państwo, jedne na lato, drugie na zimę, bo ja bym chciała chociaż dwie czy trzy pary...

Wiesia wspomina:

- Stan wojenny... Coś groźnego wisiało w powietrzu, ale udawaliśmy, że tego nie widzimy. Rano zapukał sąsiad, powiedział, że stan wojenny... Na ulicach twarze spięte, ściągnięte...

Ewa opowiada:

- W nocy z 12 na 13 grudnia byłam na zebraniu frakcyjnym. Ustaliliśmy, że Wałęsa nie reaguje, trzeba więc ludzi uprzedzić, że stan wojenny wybuchnie. Zredagowaliśmy tekst ulotki... (...). Nocą wróciłam z zebrania do domu. Była tam już wcześniej milicja. Ukrywałam się. Niedługo.

Jola komentuje:

- Stan wojenny zweryfikował postawy całego naszego społeczeństwa. Wtedy można było się dowiedzieć, kto jest kto. Wtedy się ujawniali mali bohaterowie i ujawniały się wielkie szuje. To było bardzo przykre. Wśród znajomych można było na palcach policzyć przyjaciół, którzy najczęściej wtedy siedzieli w więzieniu...


Więzienie


Ania opowiada:

- Po aresztowaniu na początku się bałam. Odbierałam to w sposób bardzo histeryczny. Nie mogłam się powstrzymać, cały czas mi z oczu łzy leciały... Był moment, że chciałam popełnić samobójstwo. (...). Później się zastanawiałam: Boże drogi, co ja robię najlepszego? Zaraz sobie przypomniałam mojego narzeczonego, Ryszarda. Swoich bliskich. Kto by się ucieszył, gdybym zrobiła sobie coś złego? Komuna by się ucieszyła, ale ile bym zrobiła szkody, nie mówiąc o sobie, całemu otoczeniu? Boże kochany, muszę się przełamać...

Ela mówi:

- Warunki więzienne w Polsce były okropne. W Grudziądzu było makabrycznie. Byłam w złym stanie psychicznym. Sama. (...) po prostu się bałam... Mama przyjechała na widzenie. Jak mnie zobaczyła w stroju więźniarki, to się popłakała.

Ania ma podobne wspomnienia:

- Grube klasztorne mury, ponure, bez kanalizacji... Do tej pory mi się śni, bo w tym więzieniu był oddział dla kobiet rodzących. Jak zobaczyłam na spacerniaku te dzieci w wózeczkach, rozpłakałam się. Ja to ja, ale co te dzieci robią w więzieniu?

Ela wspomina:

- Później zawieziono mnie do Fordonu. Tam spotkałam inne towarzyszki niedoli. Już było zupełnie inaczej...

Ania też trafiła do tej celi, mówi:

- W Fordonie była inna atmosfera. Inny klimat. Odsiadka była lżejsza. Tam właśnie poznałam Ewę Kubasiewicz, Marylkę Błaszczak, Zosię, Elę... Były dziewczyny ze wszystkich regionów. Na różne rzeczy zaczęły mi się otwierać oczy. Od Ewy Kubasiewicz dowiedziałam się na przykład o konflikcie Andrzeja Gwiazdy i Ani Walentynowicz z Wałęsą. Wałęsa dla ogółu Polaków to wzór, można powiedzieć – bożyszcze, a wtedy się okazało, że nie wszystko jest tak... W więzieniu było różnie. Często strasznie, czasami zabawnie... Układałyśmy piosenki o klawiszkach. Jak która nam podpadła, to się o niej śpiewało piosenkę. Śpiewałyśmy w łaźni.... Strasznie się tych piosenek bały.


Życie zwycięża


Uśmiechają się do wspomnień. Ania intonuje piosenkę o klawiszce Stefanii, której to piosenki refren zawiera słowa: “Solidarność nie jest z piekła rodem”... Po chwili Wiesia nuci półgłosem “Grudniowe tango”...

Wiesia urywa piosenkę i stwierdza:

- Mieli nas dosyć w kryminale. Bo co nam mogli zrobić? Uznałyśmy, że nie będziemy poddawać się regulaminowi. I w więzieniu potrafiłyśmy być ludźmi wolnymi.

Ela dopowiada:

- Zaczęłyśmy strajkować w Fordonie o status więźnia politycznego. Zaczęłyśmy olewać regulamin. Nie stawałyśmy do apelu. (...).

Ania mówi:

- Ewa Kubasiewicz była dla nas wzorcem. To, że ona miała taki wyrok: 10 lat. To było dla mnie pocieszające, skoro ona tak się zachowuje, to co ja ze swoimi 3 latami.

Ewa wyjaśnia:

- Wyszłam z więzienia ostatnia z naszej siódemki. Miał na to wpływ mój list otwarty. To był protest przeciwko prośbie o łaskę. Władza w okresie świątecznym robiła taką propagandę, by więźniowie prosili o przedterminowe zwolnienie. Ja przeciwko temu zaprotestowałam. List odegrał wielką rolę. Jak się później dowiedziałam, Andrzej Gwiazda dowiedział się o liście za pomocą takiej dziwnej metody porozumiewania się, jaką stosowali więźniowie. Przez sedes. Podobno wypompowywało się wodę z sedesu i w ten sposób komunikowało się z mieszkańcami innych cel... Ludzie zmieniali decyzję pod wpływem mojego listu otwartego. Ostatecznie to ja miałam największy wyrok w Polsce.


Wolność pełna rozczarowań


Wychodziły z więzienia, jedna po drugiej...

Marylka opowiada:

- Po skończeniu studiów zostałam w Toruniu. Próbowałam podjąć pracę. Maksymalnie pracowałam miesiąc. Kiedy przychodziła odpowiedź z Centralnego Rejestru Skazanych, zwalniano mnie. Ta zabawa trwała dwa lata.

Wiesia mówi:

- Stan wojenny mnie wyobcował. Po kryminale – bezrobocie, bieda... Do 89 roku nigdzie nie pracowałam.

Ewa wspomina:

- W więzieniu nie zawsze było łatwo, ale najciężej było po wyjściu z więzienia. Władze Zarządu Regionu w osobie Borusewicza odmówiły mi współpracy... (...). Współpracę zaproponowała mi “Solidarność Walcząca”. Przyjęłam ofertę. To był okres bardzo dziwny. Ukrywanie się przed UB-ecją i kolegami... Zaczęłam wydawać Biuletyn Solidarności Walczącej Trójmiasta...... Bardzo boleśnie odczułam odrzucenie przez moje dawne środowisko “Solidarnościowe”...(...). Yves, członek francuskiej grupy Amnestii Międzynarodowej, zaczął mi pomagać. Więzy zaczęły się zaciskać. Pobraliśmy się w Polsce latem 1987 roku. (...). Wreszcie otrzymałam paszport, ale tylko w jedną stronę, bez prawa powrotu do Polski. Na polecenie organizacji założyłam w Paryżu Biuro “Solidarności Walczącej” i zostałam mianowana szefem struktur zagranicznych tej organizacji.

Zosia opowiada:

- Początek 86 roku. Zajrzałam do przyjaciółki Mirki i wpadłam w kocioł. I znowu, kurczę. Miałam przy sobie trochę bibuły... Pytają mnie, skąd mam? Znalazłam w tunelu! Może bym wam zaniosła?... Przewieźli mnie do mojego mieszkania. Zrobili rewizję... W domu pachniało farbą drukarską, miałam cały nakład bibuły... Posiedziałam na Kurkowej. (...). Codzienne przesłuchanie po osiem godzin. Krzyki, pogróżki. Oficer jeden wrzeszczał: “Kwiatkowska, chcecie być bohaterem narodowym po śmierci?”... Trwało to osiem miesięcy. Wypuścili.


Emigracja


Ania komentuje:

- Ja też czułam się opuszczona, gdy ktoś wyjeżdżał za granicę. My w więzieniu. Czuliśmy się jakbyśmy byli zdradzeni... Wyszliśmy z więzień. Widziałam jak niektóre osoby są traktowane. Nie mogą dostać pracy, są prześladowane, nie mają nadziei. Gdy lata mijały i ci ludzie nie mogli sobie życia ułożyć... Uważałam, że ktoś, kto ma beznadziejną sytuację, ma prawo emigrować... Miałam propozycję. Ja nie miałam tyle odwagi. Bałam się życia na obczyźnie.

Marylka wspomina:

- Nie myślałam o emigracji. (...) Kiedy przyszedł rok 1988, moje przyjaciółki wyemigrowały, ja też zaczęłam o tym myśleć... Trudności życia codziennego. To, że zatrzymywano mnie na 48 godzin, bo obawiano się, że wezmę udział w jakimś proteście czy manifestacji. To, że śledzono mnie, jawnie i niejawnie... Wszystko to powodowało, że pojawiły się myśli o emigracji.

Ela wspomina:

- Decyzja wyjazdu nie była przemyślana. Spontaniczna... Były podwyżki w zakładzie pracy. Dostałam najniższą sumę. (...). Powiedziałam sobie, że jestem drugą kategorią obywatela. Dlaczego tak ma być? Jak wyszłam z więzienia, szukałam pracy. Myślałam, że to przypadek, że tam czy tu mnie nie chcą przyjąć... (...). Dostałam wezwanie, panowie na milicji mi powiedzieli: “pani starała się o pracę... tu... tu... jak pani będzie dla nas miła, to pracę dostanie.”

Zosia mówi:

- Wyjechałam 5 czerwca 89 roku do Australii. Wsiadłam do samolotu (...) i wylądowałam w Australii... Nikogo nie znałam...Stanęłam pod słupem. Trzymałam mój płaszcz, gdzie miałam parę dolarów, podarowanych przez brata, zaszytych... I trwało to długo. Mój majątek, 20 kilogramów bagażu, kręcił się na tej karuzeli... W końcu (...) zawieźli mnie do hostelu w Melbourne... Ja byłam z końcówek. Było trochę Polaków. Pokazali, gdzie sklep. Wróciłam z bólem głowy. Mnóstwo świateł, złota, czego człowiek w życiu nie widział... Miałam parę centów. Kupiłam dropsy.

Ela wspomina:

- 28 stycznia 1988 wyjechałam do Niemiec... Rozdziały takie, jak “Solidarność”, pobyt w więzieniu, zamknęłam. (...). W Niemczech początkowo było trudno... (...) Bardzo szybko dostałam pracę. Jak się przebrnęło przez sprawy socjalne... to można było popatrzeć na wszystko jakoś inaczej... (...).

Jola mówi:

- Wybrałam Kanadę. Kanada dawała ponad roczną opiekę rządową... Jestem tam od 86 roku, od listopada... Problem wyjazdu z Polski ciągle do mnie powraca. Czy to było słuszne, czy zrobiłam dobrze? (...).


Oszustwo

Polska nigdy nie przestała ich obchodzić. Obchodzi wciąż żywo, niezależnie, czy jest się w kraju, czy na emigracji...

Wiesia komentuje:

- Przyjaźniłam się z Gwiazdami... Wiedzieliśmy, że wybory 1989 to klęska. W społeczeństwie była euforia. Ja nie głosowałam. Wiedziałam, że to było ukartowane. Najtrudniej mi wybaczyć postawę Michnika, który prowadzał się pod rękę z Jaruzelskim. To było straszne...

Ewa dodaje:

- Potwornym błędem było, że rząd Mazowieckiego uznał, że nie będzie nikogo rozliczał za zbrodnie komunizmu. (...). Wyprzedaż, zbrodnicze prywatyzacje... Michnik z Kwaśniewskim, w kampanii wyborczej przedstawia go jako swego przyjaciela... Stało się bardzo źle, że się nie rozlicza ludzi odpowiedzialnych za zniszczenie kraju, społeczeństwa... Sprawiło nam to wiele bólu...

Ania się zastanawia:

- Czy warto było? Pomimo wszystko warto było. (...). Z drugiej strony jest ten żal, rozgoryczenie. Co się dzieje? Te wszystkie matactwa, ta chciwość... To wszystko... Zadaję sobie pytanie, dla kogo to robiłam? Wcale nie korzystają ludzie, którzy to robili, korzystają te elementy, które się dorwały do czegoś... Jest we mnie żal, gorycz. Kiedy sobie przypomnę poświęcenie ludzi, matki oderwane przez więzienie od dzieci... (...).

Niewesołe refleksje

Ela mówi z irytacją:

- Jak przyjeżdżałam do Polski... Usłyszałam na ulicy dwóch panów w wieku emerytalnym. Mówią: “solidaruchy”. Mówiło się “komuchy”, ale “solidaruchy”? To coś nie tak!

Jola też się denerwuje:

- Mój przyjazd do Polski jest strasznym przeżyciem. Widzę tu przyjaciół, gdzie są, a gdzie mogliby być. Po 89 roku... (...). Gdzie jest Andrzej Gwiazda? Gdzie jest Kornel Morawiecki? Gdzie oni są? Oni nam stworzyli ten ruch. To oni byli naszymi przywódcami duchowymi... Dzisiaj jak słucham, że Michnik całuje się, wita, nazywa przyjacielem Jaruzelskiego... to przepraszam! Przecież nie o to żeśmy walczyli. (...).

Zosia ma podobne odczucia:

- W 95 roku odwiedziłam po raz pierwszy Polskę... Nie oceniam, nie mam prawa. Czasem się oburzam, czasem się martwię, czasem mnie śmieszy... To, do czego dążyliśmy, zostało spaprane. Nasze więzienia, nasze losy – nie poszło to na darmo, ale się odwlokło... (...). Nie do mnie należy ocena. Mnie jest tylko żal tych ludzi biednych, żal naszych matek emerytek, co mają po 500 złotych, a 300 muszą płacić na mieszkanie... (...).


Ale jest nadzieja


Ewa pociesza:

- Społeczeństwo polskie zaczyna teraz powoli rozumieć, co się stało. Nigdy nie jest za późno. Trzeba zacząć od mówienia prawdy. Pokazać prawdę o “okrągłym stole”... (...).

Wiesia też zdobywa się na optymizm:

- Jest jednak nadzieja. Ludzie chcą spotykać ze sobą. Wydobyliśmy się z szoku. Na nowo zaczynamy się posługiwać własnym umysłem... Przecież coś tak pięknego jak “Solidarność” nie może się rozpłynąć bez śladu.


*****


Powtórzmy pytanie: Jak długo jeszcze trzeba będzie czekać na film? Po wojnie 1939-45 odebrano nam możliwość utrwalenia w książkach i na taśmie filmowej prawdy o bohaterskich czynach polskiego wojska i polskiego społeczeństwa. Odebrano dwom pokoleniom Polaków powody do dumy z tego, że Polska - choć pokonana - nie uległa, że - choć była pod okupacją - wystawiła czwartą co do liczebności armię, że Polacy walczyli w kraju i za granicą, że nie było żadnych polskich formacji wojskowych walczących u boku Niemców, że w Polsce ziemia paliła się pod nogami okupanta. Polska literatura i film, z nielicznymi wyjątkami, nie powiedziała tej prawdy ani Polakom, ani innym narodom. Minęło już siedemnaście lat od upadku PRL, czy minie też czas na prawdę o komunistycznym zniewoleniu i o wielkiej cywilnej odwadze Polek i Polaków?


Jacek Indelak


Wybór fragmentów i śródtytuły – Redakcja Głosu.

Strona tytułowa numeru